Bardziej od policzka ucierpiała moja duma. Żałowałam, że Miles musi oglądać całe to przedstawienie w wykonaniu mojej siostry. Kiedy odwrócił się do mnie, omiotłam spojrzeniem jego twarz i skinęłam powoli głową na jego słowa.
— Dobrze. — wyszeptałam i przesunęłam wargami po opuszce jego kciuka.
Szybko opuszczając kuchnie odnalazłam swoją torebkę i wyciągając z niej telefon, zacisnęłam zęby. Bateria rozładowana. Musiałam szybko myśleć. Wiedziałam, że to nie był ostatni atak szału Cami, a wolałam aby był ostatnim w tym domu. Znałam numer Toma na pamięć, ale wiedziałam, że chłopak i tak nic nie zdziała, Cami potrzebowała leków, które prawdopodobnie miała gdzieś w domu, w końcu musiała je brać codziennie. Kierując się w stronę łazienki, przeszukałam wszystkie możliwe zakamarki, aby odnaleźć prawdopodobnie jedyną rzecz, która mogła teraz choć trochę załagodzić sytuację. Wspinając się po schodach, wpadłam do sypialni, zastając Milesa przy szafie.
— Mój telefon padł. — rzuciłam krótko i zgadując, po której stronie sypiała moja siostra, od razu zaczęłam przegrzebywać jej szafkę nocną. — Tom i tak niewiele tutaj zdziała. Cami musi wziąć tabletki. Małe, różowe. Prawdopodobnie brała je przed snem.
Słowa wypływały z moich ust jak z karabinu, więc wzięłam głęboki oddech i nie znajdując niczego, weszłam do łazienki, połączonej z ich sypialnią. Brak odpowiedzi ze strony mężczyzny oznaczał, że albo nie wiedział gdzie Cami trzyma swoje lekarstwo, albo nie miał o nim pojęcia. Po chwili szukania, w końcu przypomniałam sobie, gdzie chowała trawkę, jeszcze jak byłyśmy w liceum. Praktycznie wybiegając z pokoju, skierowałam swe kroki w dół, do pralni. Mimo, że nie miałam pojęcia gdzie się znajduję i miałam nadzieję, że nie jest to w piwnicy w końcu odnalazłam jej skrytkę. Buteleczka schowana w kosmetyczce, przyklejona była do pleców pralki. Wypuszczając z ulgą powietrze, skierowałam swoje kroki w stronę kuchni, ale mojej siostry już tam nie było.
— Cami? - zapytałam, spokojnym w miarę ciepłym głosem.
Brak odpowiedzi. Przełknęłam głośno ślinę, modląc się aby po prostu opuściła ten dom i już nigdy nie wróciła ani w moje życie, ani w życie Milesa. Wychodząc z kuchni, zacisnęłam mocniej palce na buteleczce, dostrzegłam postać w salonie i im bliżej niej byłam tym bardziej dochodziło do mnie, że Cami wcale nie przeszło. Siedziała na ziemi ze zdjęciem jej i Milesa w dłoniach, bujając się w przód i w tył.
— Byliśmy tacy szczęśliwi... - jej głos był zachrypnięty, ale głośny. — Tacy szczęśliwi...
Powtórzyła i wbiła we mnie spojrzenie, które bardziej wyczułam niż zauważyłam przez panujący w pomieszczeniu półmrok. — Dopóki ty się nie pojawiłaś! - zerwała się na nogi i zaciskając palce na ramce, podniosła ją nad głowę.
Podnosząc ręce w geście obronny, cofnęłam się dwa kroki, wpadając przy tym na ścianę i przełykając głośno ślinę zastanawiałam się co będzie lepsze, reakcja czy jej zupełny brak. — Cami... Odłóż ramkę na półkę i porozmawiajmy...
— Zamknij się! Nienawidzę cię, rozumiesz? Odebrałaś mi wszystko! — ciskając szklaną ramką w moją stronę, w ostatniej chwili zdążyłam się schylić.
Ramka rozbiła się o ścianę i rozsypując się na milion kawałków, a ja poślizgnęłam się i siedząc na ziemi widziałam, że moja siostra kieruje swoje kroki w moją stronę, a kiedy kucnęła przede mną, nawet nie zdążyłam się cofnąć, żeby uniknąć jej dłoni na mojej twarzy. — Jesteś nic nie wartym śmieciem. Rodzice nigdy cię nie kochali, facet, którego kochasz chciał poślubić twoją siostrę, a twój najlepszy przyjaciel zaspokajał ją kiedy ten pierwszy nie dawał rady.
Światło księżyca oświetlało jej twarz, na której widniał uśmiech. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Czułam się upokorzona, przestraszona, a jej paznokcie boleśnie wbijały się w moją skórę. Zamrugałam szybko, aby ona nie zauważyła, że się rozklejam i licząc do dziesięciu czułam, w głębi serca, że to co powiedziała Cami było prawdą. A trzeba było po prostu wyjechać...
Miles:
Pakowałem właśnie ubrania, wciskając je do walizki, aby zmieściło ich się jak najwięcej, chociaż nie było szans, żeby do środka pomieścić wszystkie rzeczy, jakie należały do Cami. Podniosłem głowę, kiedy Ayleen weszła do sypiali i zmarszczyłem brwi, ale nim zdążyłem zapytać co tutaj robi, sama podała mi odpowiedź.
Tabletki? Małe i różowe? Jestem pewien, że nigdy tutaj takich nie widziałem. A Cami nawet słowem nie wspomniała mi, że bierze jakieś leki, więc to, że znajdują się akurat w sypialni albo w łazience było czymś niemożliwym.
Kiedy kobieta wyszła z pokoju, zajrzałem jeszcze do łazienki. Wszystkie kosmetyki, które się walały, wrzuciłem do torby. Wtedy jeszcze myślałem, że wszystko będzie w porządku, wcisnę jej tą walizkę do rąk, a potem wyprowadzę ją za drzwi.
Zszedłem na dół, a gdy do moich uszu dotarł dźwięk tłuczonego szkła przyspieszyłem, żeby jak najszybciej być na miejscu i zobaczyć co się dzieje. Dziewczyn nie znalazłem w kuchni, ale krzyk Cami zdecydowanie pomógł mi w ich zlokalizowaniu. Widok, który zastałem, niemal wyprowadził mnie z równowagi, dlatego szybko pokonałem dzielącą nas odległość, złapałem Cami za ramię, a potem pociągnąłem do góry i pchnąłem lekko na stojący za nią fotel.
— Czy Ty ochujałaś do reszty? — wrzasnąłem niemal czerwieniąc się ze złości, a dziewczyna drgnęła w fotelu i głębiej zapadła się w niego. Z natury nie unosiłem się aż tak, dlatego mimo wspólnych czterech lat Cami nie była przyzwyczajona do mnie w takim stanie.
Zgromiłem ją wzrokiem, a potem kucnąłem nad opartą o ścianę Ayleen.
— Przepraszam, już nigdy nie zostawię Cię z nią samej — westchnąłem pod nosem, a potem podnosząc ją w górę zapytałem:
— Masz te tabletki?
Kiedy wyciągnęła butelkę w moją stronę śmiało mogłem stwierdzić, że nigdy wcześniej jej nie widziałem. Rzuciłem okiem na etykietkę, potem wyjąłem stamtąd dwie tabletki i ruszyłem z powrotem w stronę Cami. Jej dolna warga drżała, łzy kręciły się gdzieś w oczach, a gdy zauważyła że ruszam w jej stronę skuliła się w fotelu. Westchnąłem, wiedząc, że jest wystraszona. Wzrok, w którym jeszcze wcześniej można było dostrzec szaleństwo, tym razem ukazywał mi jedynie przerażenie.
— Cami.. — szepnąłem, żeby jej nie przestraszyć i powoli usiadłem na brzegu fotela. Poleciłem, aby dała mi rękę, a potem na wyciągniętej dłoni ułożyłem dwie różowe tabletki. — Posłuchaj, musisz to wziąć. Teraz. Rozumiesz?
— Cami.. — szepnąłem, żeby jej nie przestraszyć i powoli usiadłem na brzegu fotela. Poleciłem, aby dała mi rękę, a potem na wyciągniętej dłoni ułożyłem dwie różowe tabletki. — Posłuchaj, musisz to wziąć. Teraz. Rozumiesz?
Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi, jednak po chwili kobieta posłusznie wzięła tabletki, a łzy zaczęły płynąć po jej policzkach.
— Chryste, Camille, uspokój się. — mruknąłem już na skraju wyczerpania.
— Chryste, Camille, uspokój się. — mruknąłem już na skraju wyczerpania.
Przygarnąłem ją do siebie, przytuliłem, a następnie pozwoliłem, żeby swoimi łzami pomoczyła mi koszulkę. Wolno pogładziłem jej plecy i włosy, potarłem ramiona i czekałem cierpliwie, aż zacznie się uspokajać. W końcu, dość szybko wyczułem, że usnęła na moim ramieniu.
— Zaraz wrócę - szepnąłem do Ayleen, żeby nie obudzić jej siostry.
Delikatnie wziąłem Cami na ręce, a potem ruszyłem na górę do sypialni. Przerażał mnie fakt, że nie znałem osoby, którą w tej chwili niosłem. Nie znałem Cami wybuchowej, krzyczącej, z drwiącym uśmiechem na ustach i niemal obłąkanym wzrokiem. I przerażało mnie to, co widziałem jeszcze przed chwilą.
Ułożyłem ją w łóżku, nakryłem pościelą i błagałem o to, żeby przespała całą noc w spokoju.
Odwróciłem od niej wzrok. Przetarłem twarz dłonią czując, że pochłania mnie bezradność, a potem zamknąłem za sobą drzwi i zszedłem na dół. Już na korytarzu natknąłem się na Ayleen.
— Więc o tym też wiedziałaś? — mruknąłem, widząc butelkę w jej dłoniach, ale tym razem nie był to zarzut w jej stronę. Kiedy dostrzegłem czerwony ślad na jej policzku, przekląłem pod nosem, a potem złapałem ją za rękę. — Chodź.
— Zaraz wrócę - szepnąłem do Ayleen, żeby nie obudzić jej siostry.
Delikatnie wziąłem Cami na ręce, a potem ruszyłem na górę do sypialni. Przerażał mnie fakt, że nie znałem osoby, którą w tej chwili niosłem. Nie znałem Cami wybuchowej, krzyczącej, z drwiącym uśmiechem na ustach i niemal obłąkanym wzrokiem. I przerażało mnie to, co widziałem jeszcze przed chwilą.
Ułożyłem ją w łóżku, nakryłem pościelą i błagałem o to, żeby przespała całą noc w spokoju.
Odwróciłem od niej wzrok. Przetarłem twarz dłonią czując, że pochłania mnie bezradność, a potem zamknąłem za sobą drzwi i zszedłem na dół. Już na korytarzu natknąłem się na Ayleen.
— Więc o tym też wiedziałaś? — mruknąłem, widząc butelkę w jej dłoniach, ale tym razem nie był to zarzut w jej stronę. Kiedy dostrzegłem czerwony ślad na jej policzku, przekląłem pod nosem, a potem złapałem ją za rękę. — Chodź.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz