piątek, 21 czerwca 2019

Rozdział dwunasty.

Ayleen:



Kiedy zadał mi pytanie czy zrobiłam również dla niego, wyglądał jak pięcioletni chłopiec, który dostał właśnie wymarzoną zabawkę. Uśmiechając się szeroko na ten widok, zsunęłam się z szafki i siadając na przeciwko niego, skinęłam powoli głową, również zaczynając jeść. Musiałam przyznać, że porządnie zgłodniałam, w końcu w ciągu dnia jedyne co znalazło się w moim żołądku to szampan, którego fanką zdecydowanie nie byłam. Podniosłam głowę mniej więcej w tym samym momencie co Miles i nasłuchując odgłosów dobiegających z korytarza, skinęłam tylko głową na jego słowa i opierając się plecami o oparcie krzesła upiłam ze szklanki spory łyk wody. Słysząc głos swojej siostry wzniosłam oczy do nieba i wstając od stołu, weszłam w głąb kuchni, mając nadzieję, że to pomoże mi w nie skupianiu swojej uwagi na rozmowie tej dwójki, tak się jednak nie stało. Żałość Cami sprawiała, że zbierało mi się na mdłości. Gówniara miała tupet, jak nic. Sypiała z dwoma facetami jednocześnie, bawiła się nimi i jakimś cudem uszło jej to płazem. Zaczęłam zastanawiać się co by się stało, gdybym wtedy nie zadzwoniła do Toma, żeby mi pomógł. Gdyby nie ten przeklęty szampan na mojej sukience to prawdopodobnie Cami byłaby już teraz panią Archer. Nabierając do płuc powietrza, usłyszałam stukot obcasów i nim zdążyłam cokolwiek zrobić i się ruszyć, moja siostra znajdowała się już w kuchni. Jej atak w moją stronę niebywale mnie rozbawił więc zasłaniając dłonią usta, oparłam się plecami o blat szafki. 
 Nie tym razem siostrzyczko.  mruknęłam i podnosząc na nią już zupełnie chłodne spojrzenie, pokiwałam głową z niedowierzaniem.  Tym razem nie uda ci się zwalić całej swojej winy na mnie. Popełniłaś błąd, przyznaj się w końcu do tego smarkulo i przestań robić z siebie ofiarę losu, bo przykro mi, ale ani ja, ani Miles już się na to nie nabierzemy. 
Robiąc krok w jej stronę, dostrzegłam jak wyraz jej twarzy się zmienia i nagle z rozpaczy, z którą tutaj wpadła, by odzyskać chłopaka, na jej twarzy malowało się coś w stylu cwaniackiego uśmieszku, który doskonale znałam. 
 I tutaj się mylisz. Oboje się mylicie.  mówiąc to odwróciła się bokiem, tak aby móc również patrzeć na mężczyznę.  Powiedziałam wszystkim, że dziecko jest jego i że nie chcę się ze mną ożenić, bo zrobiłam z tego tajemnice, ale tylko dlatego, że chciałam po prostu zrobić mu niespodziankę.
Zaniemówiłam. Zupełnie i całkowicie zabrakło mi języka w gębie i wpatrując się na zmieniającą kolory twarz Milesa, zacisnęłam wargi i pięści jednocześnie. 
 Oszalałaś!  warknęłam, robiąc kolejny krok w jej stronę.
 Z miłości do faceta, którego kochałaś... I będziesz kochać całe życie. Siostrzyczko.  przesuwając palcami po moim policzku, złapałam ją za nadgarstek. - Naprawdę myślisz, że on cię zechce? Nawet jeśli wyglądasz... Tak?! Muszę ci przyznać, że naprawdę wyglądasz pięknie, ale nigdy mi nie dorównasz.
Coś na wzór uśmiechu nie schodziło z jej twarzy, co zaczynało mnie coraz bardziej drażnić. Cofając się, kiedy szturchnęła mnie ramieniem, odwróciłam się do niej, by widzieć co zamierza zrobić. 
 Naprawdę myślisz, że zajmiesz moje miejsce? Ten dom należy do mnie! Widzisz to wszystko co tutaj jest?! Ja to wybierałam! JA!  jej głos stawał się coraz głośniejszy więc posyłając nerwowe spojrzenie w stronę Milesa, zagryzłam policzki od środka. I nagle poczułam jej chłodną dłoń na moich policzkach. ściskała je mocno, wpatrując mi się w oczy.  Nie patrz na niego. On jest mój. MÓJ.
Wysyczała mi wprost do ucha, a później roześmiała się i podeszła do szafki z talerzami, wyciągając kila z nich i wpatrując się to we mnie to w chłopaka, uniosła dumnie brodę, roztrzaskując je na panelach. 
 Oh, ups. Będziesz miała co sprzątać w nowym domu siostrzyczko. - mówiąc to zsunęła się plecami po szafce i siadając na ziemi zaczęła płakać.
Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Bywało z nią różnie i nigdy nie potrafiła zapanować nad złością i emocjami, ale tak źle jeszcze nie było. 



Miles:

Zacisnąłem zęby i spróbowałem odliczyć do dziesięciu. Wyczerpałem swój limit na dzisiejszy dzień i jeśli naprawdę znów się wścieknę, mogę powiedzieć kilka słów za dużo. Zacisnąłem pięści i zmrużyłem oczy ciskając w Cami piorunami. 
 Jesteś chora.  warknąłem, ale nawet nie zwróciła na to uwagi, a jedynie kontynuowała przedstawienie.
Kiedy w końcu zaczęła naskakiwać na Ayleen ruszyłem w jej kierunku, ale zaraz potem rozpoczęło się tłuczenie szklanek, przez co wolałem pozostać w bezpiecznej odległości. Złapałem Ayleen za rękę, a potem pociągnąłem ostrożnie, aby znalazła się za mną. Zupełnie, jakbym własnym ciałem chciał ją ochronić od tego wszystkiego. Od widoku siostry wariatki i tluczonego szkła. Gdy Cami usiadła na podłodze, a potem zaczęła zawodzić, totalnie zbaraniałem. To naprawdę nie wyglądało normalnie i budziło we mnie wiele sprzecznych uczuć. 
Odwróciłem się twarzą do Ayleen, delikatnie musnąłem kciukiem jej policzek, który wcześniej zdarzył ucierpieć. 
 Posłuchaj. Zadzwoń do Toma, powiedz, że chodzi o Cami i ma przyjechać po nią w tej chwili, dobrze?  mruknąłem dosyć cicho, aby Cami nie mogła mnie usłyszeć.
Sam zostawiłem Ayleen wierząc, że sobie poradzi, a następnie ruszyłem w kierunku Cami. Musiałem się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć. 
 Wstań i nie rób scen.  bąknąłem, a potem posadziłem ją na kuchennym krześle i nachyliłem się. — To, że nagadałaś głupot nie oznacza wcale, że prawda nie wyjdzie na jaw. A kiedy wyjdzie wszyscy odwrócą się od takiej kłamliwej suki jak Ty, słyszysz?
Posłałem jej leniwy, kpiący uśmiech. Uniosłem jej podbródek, żeby na mnie patrzyła i wyrazie zrozumiała co mówiłem. 
 W tym momencie jesteś w tym domu po raz ostatni, rozumiesz? Twoja noga nie postanie tutaj nigdy więcej i tego dopilnuję.
Wyprostowałem się, napełniłem szklankę wodą i podsunąłem w jej kierunku. 
 Ta sytuacja ma jeden, bardzo wielki plus. W końcu przejrzałem na oczy. A teraz nie ruszaj się stąd.
Zostawiłem ją samej sobie, licząc na to, że nie zrobi tu większego bałaganu. Zachowywała się nieobliczalnie, ale teraz sprawiała wrażenie, jakby jej emocje oklapły. 
Poszedłem na górę, gdzie chwyciłem nową, ogromną walizkę, która miała się przydać podczas miesiąca miodowego. Raz dwa zabrałem się za wrzucanie do środka jej ubrań, przyborów, kosmetyków i czegokolwiek, co do niej należało.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz