Ayleen:
Oddychałam ciężko kiedy Miles ponownie znalazł się w samochodzie, chciałam coś powiedzieć, wytłumaczyć mu dlaczego tak po prostu zdecydowałam się wyjechać, ale głos uwiązł mi w gardle. Wpatrując się więc w jezdnie, modliłam się tylko, aby po drodze nie stało się już nic złego. Kiedy w końcu samochód zatrzymał się na podjeździe, siedziałam jeszcze chwilę na swoim miejscu, zbierając odwagę na to by się z nim skonfrontować. Poruszając się ciągle za jego plecami, zaplotłam ramiona na piersiach. Miałam ochotę wrócić znów do samochodu i cofnąć się do momentu, w którym przyszło mi na myśl, żeby mu o tym powiedzieć. Co ja sobie wtedy myślałam? Nie było to zbyt słuszne rozwiązanie, ale przynajmniej go nie okłamałam. Biorąc do płuc sporo powietrza, zatrzymałam je w sobie na chwilę i wypuszczając je powoli, zsunęłam ze stóp buty, zostawiając je gdzieś w rogu. Doskonale czułam jaki jest zdenerwowany, z resztą jego zachowanie samo na to wskazywało. Wsuwając dłonie w tylne kieszenie spodni, zacisnęłam wargi, kiedy rzucał muszką o podłogę i podążając za nim spojrzeniem, rozchyliłam usta, chcąc jakby coś powiedzieć.
— Nie spiesz się. — powiedziałam zamiast tego co naprawdę cisnęło mi się na usta i kiedy zniknął na półpiętrze, ruszyłam w kierunku rozrzuconych przez niego rzeczy.
Odwieszając marynarkę na wieszak, powiesiłam ją w szafie, która stała w przedpokoju, natomiast muszkę zostawiłam na komodzie. Powoli poruszałam się po salonie, starając się sobie przypomnieć dlaczego to miejsce wydaję mi się tak znajome i dopiero po chwili doszło do mnie, że już tutaj byłam. Stojąc przodem do wielkich okien, wpatrywałam się w ogród, starając się przypomnieć sobie ten dzień. Zupełnie jakby to było wczoraj, siedziałam jak na igiełkach, ze szklanką lemoniady w ręku, czekałam aż Miles zejdzie ze swojego pokoju. Był wtedy chory, miał ospę, a jako że ja jako jedyna w klasie ją przeszłam zostałam poproszona o to aby przynieść mu lekcje. Jego buźka cała w białych kropkach wyglądała wtedy tak niewinnie, że na moment zapomniałam o tym, że zaraz pewnie obrzuci mnie jakimś mało zabawnym żartem. I tak było, chociaż gdyby nie Pani Archer, która akurat weszła do salonu, z upominającą miną, pewnie byłoby gorzej.
Wracając myślami do rzeczywistości, usłyszałam lejącą się na górze wodę i kierując się w stronę kuchni, aby napić się wody, dopiero teraz poczułam jak głodna byłam. Wiedziałam, że Miles też pewnie jest głodny, więc może kolacja na zgodę jakoś ochłodzi ten wieczór. Otwierając lodówkę, uśmiechnęłam się pod nosem, że ostatnią rzeczą, którą Cami zrobiła w tym domu to uzupełnienie zapasów, ale szybko dotarło do mnie, że Cami nigdy nie była na zakupach. Jej drobne rączki zbyt szybko się męczyły... Biorąc głęboki oddech, odrzuciłam od siebie te myśli i wyciągając potrzebne mi produkty, szybko odnalazłam garnki i patelnie. Mając taki wybór produktów, nie mogłam zdecydować co chciałabym przygotować, ale szybko postawiłam na swój specjał. Łosoś w szpinaku i sosie koperkowym oraz do przełamania smaku słodkie pieczone bataty i cytryna. Jakimś cudem pamiętając, że Miles ma uczulenie na orzeszki, trochę zmieniłam owy przepis, mając nadzieję, że i tak mu zasmakuje.
Niespełna dwadzieścia minut później, danie było już gotowe więc nakładając na talerze, najpierw szpinak posypałam go odrobiną pestek dyni, później łosoś a na koniec polałam wszystko sosem, którego zapach rozniósł się po całym domu. Układając wszystko na stole, czekałam aż chłopak w końcu wyjdzie z łazienki. Siadając na blacie szafki, zdążyłam wypić już dwa kubki wody i posprzątać wszystkie garnki, kiedy wreszcie usłyszałam, że drzwi łazienki się otwierają. Chwilę później, chłopak stał w wejściu do kuchni, a ja rozłożyłam ramiona, jakby udając, że nie mam pojęcia skąd te talerze wzięły się na stole. — Niespodzianka. — powiedziałam z uśmiechem i wyprostowałam plecy, patrząc z jak zaskoczoną miną wpatruję się to we mnie to w stół.
Miles:
Na początku zajrzałem do pokoju, gdzie zostawiłem swoją koszulę i spodnie, czego akurat nie zdjąłem na dole, bo to byłaby już nieźle niekomfortowa sytuacja. Wrzuciłem ubrania do szafy, jakoś specjalnie nie przejmując się tym, że będą nieźle pogniecione. Złapałem szare spodnie od dresu, białą bluzkę i z ubraniami pod ręką poszedłem do łazienki.
Prysznic był tym, czego potrzebowałem, chłodna woda, ja i moje myśli. Chętnie zaszyłbym się w wannie, ale to zajęłoby mi więcej czasu, dlatego z tego pomysłu zrezygnowałem.
Oparłem czoło o chłodne kafelki i bluzgałem pod nosem, uderzając pięściami w mokrą ścianę. To była moja przegrana, a ja nienawidziłem przegrywać, ale tak samo mocno nienawidziłem też kłamstwa.
Przemyłem twarz wodą i po dłuższej chwili w końcu wyszedłem spod prysznica, wytarłem ciało, zmierzwiłem mokre włosy i ubrałem to, co sobie wcześniej przyniosłem. Trochę ściskało mnie na myśl, że na dole czeka Ayleen. Z jednej strony nie mogłem w to uwierzyć i najchętniej skakałbym z radości, ale z drugiej... Jak mogła wyjeżdżać tak po prostu, zostawiając mnie na pastwę losu, po tym wszystkim, co mi powiedziała? Pokreciłem głową, a potem zszedłem na dół do kuchni.
W miarę kolejnych kroków do moich nozdrzy docierał coraz to intensywniejszy, błogi zapach. Czy ona właśnie coś jadła? Drogę do kuchni pokonałem w większym pośpiechu, aby tylko sprawdzić co się dzieje. A widząc na stole dwa talerze z jedzeniem, które wyglądało tak smakowicie, niemal czułem, że zaraz pocieknie mi ślinka.
— Zrobiłaś też dla mnie? — upewniłem się, a kiedy to potwierdziła usiadłem przy stole i uśmiechnąłem się szeroko. Byłem łasuchem i nie umiałem tego ukryć. — Dzięki. Smacznego.
Chwyciłem w rękę nóż i widelec, a potem zacząłem swoje pałaszowanie. Jedzenie przerwał mi brzęk klucza w zamku, dlatego drgnąłem i nadstawiłem uszy, czy przypadkiem nie mam omamów, jednak drzwi się otworzyły, potem zamknęły, a ja słyszałem odgłos szpilek stukających na podłodze.
— Wrócę za nie więcej niż pięć minut.
Poinformowałem, a potem wstałem i zdenerwowany ruszyłem w stronę korytarza, gdzie znalazłem nikogo innego jak Cami. — Czego tu jeszcze szukasz? Oddawaj mi klucze i wypieprzaj stąd w podskokach. — wskazałem palcem na drzwi, czując jak skoczyło mi ciśnienie.
— Miles... Posłuchaj, ja wiem, że źle wyszło, ale nie możesz mnie tak po prostu zostawić, przecież mieszkaliśmy tu razem! — ruszyła w moim kierunku, a jej ton był co najmniej płaczliwy. — Chyba sobie kpisz. Wynoś się, póki jestem cierpliwy. Dopilnuję, żebyś dostała wszystkie swoje rzeczy, a teraz po prostu stąd spieprzaj. — wycedziłem już niemal przez zęby.
Oczy miała szkliste i już spodziewałem się jakiegoś beczenia, ale nagle jej uwagę przykuło co innego. Buty, które stały na korytarzu. Damskie buty.
— Miles... Ja... Miles, to nie są moje buty - zająknęła się i popatrzyła na mnie błagalnie, jakby chciała, żebym powiedział, że tu przecież żadnych butów nie ma. Jednak nim zdążyłem się odezwać, jej twarz przybrała czerwony kolor i Cami wyglądała, jakby miała zaraz wykipieć ze złości. Nim zdążyłem złapać ją za ramię pobiegła wewnątrz domu, dlatego podążyłem za nią, ale ona wpadła już do kuchni.
— Ty! - krzyknęła, celując palcem w swoją siostrę. — Jak mogłaś?!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz