piątek, 21 czerwca 2019

Rozdział dziesiąty.

Ayleen:

Słysząc jak wspomina coś o jedzeniu, poczułam jak mój żołądek boleśnie się kurczy, przez co na moich ustach pojawił się nieznaczny grymas. Wiedziałam, że nie będę w stanie nic przełknąć bo zdenerwowanie nadal mocno się mnie trzymało, ale nie protestowałam kiedy pociągnął mnie w stronę swojego samochodu. Wrzucając torbę na tylne siedzenie, zajęłam miejsce pasażera i przesuwając dłonią po twarzy, spojrzałam na niego. Kiedy zaczął swoją wypowiedź, poczułam jak po moim ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz i prostując się, zapięłam pas. Przez dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu, chyba żadne z nas nie było pewne tego o czym możemy rozmawiać. Łapiąc głośno oddech, przesunęłam palcami po włosach i odwracając głowę w jego stronę, zacisnęłam wargi. 

 Wiem co chciałeś powiedzieć...  zaczęłam, a kiedy oderwał wzrok od jezdni i spojrzał na mnie pożałowałam, że w ogóle się odezwałam. — Wiem, że Cami jest w ciąży.
Mój głos był ledwo słyszalny, wypuszczając powoli powietrze ustami, odwróciłam od niego spojrzenie i podciągając pod siebie kolana, wpatrywałam się w mijające nas samochody.
 Kiedy wszedłeś wtedy do jej pokoju... Chwilę wcześniej się dowiedziałam. Przykro mi Miles. Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić tego co teraz czujesz.  powiedziałam nieco głośniej, odwracając przy tym głowę w jego stronę.
On jednak zupełnie nie reagował na to co do niego mówię. Wpatrywał się w drogę zupełnie innym wzrokiem niż chwilę temu, jakby starał się przetrawić. Zaciskając wargi, oparłam brodę na kolanach i wpatrując się w jezdnie, w ostatniej chwili zauważyłam, że światło zmienia się na czerwone. 

 Miles! Stój!  prawie krzyknęłam, a gdy ten mocno zahamował usłyszałam głośny huk.
Odwróciłam się przez ramię i widząc jak samochód za nami jest blisko, spojrzałam w boczne lusterko domyślając się co się stało. Przeklinając w myślach, spojrzałam na chłopaka, który siedział po prostu za kierownicą, zaciskając na niej dłonie, w ogóle na mnie nie patrzył, jakby nagle wszystko się zmieniło. 

 Miles...  ale nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, on zniknął już po drugiej stronie drzwi.
Wysiadając zaraz za nim, spojrzałam na młodą dziewczynę, która kokietowała go, aby tylko nie wezwał policji, i ku mojemu zdziwieniu Miles jej na to pozwalał, a wręcz odwzajemniał jej zaczepne słówka. Wycofując się, wróciłam na swoje miejsce zapinając pas bezpieczeństwa. Serce biło mi tak boleśnie szybko, że przez moment poczułam ucisk w klatce piersiowej. Ukłucie zazdrości? Tak szybko Ayl? - pomyślałam i wywracając oczami, na swoje reakcje, zaczekałam aż Miles wróci do samochodu. Domyślałam się, że jest na mnie zły za to, że nie powiedziałam mu wcześniej, że go nie ostrzegłam, ale uznałam, że to nie ja powinnam tłumaczyć swoją siostrę. Podciągając pod siebie nogi, wpatrywałam się w tworzący się korek.



Miles:

W samochodzie zapanowała głucha cisza, którą spróbowałem przeznaczyć na jakieś zebranie myśli. Cisza była trochę niezręczna, ale nie umiałem już się tym przejmować. Mimo to, gdy Ayleen się odezwała, wolno przeniosłem wzrok na jej twarz, na co chwilowo mogłem sobie pozwolić. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią nagląco, bo na moment się zawahała. 

 I co, chciałaś tak uciec mając w świadomości, że mógłbym się o tym w ogóle nie dowiedzieć? Że mógłbym się ożenić z kobietą, która mnie zdradziła, myśląc, że dziecko które w sobe nosi jest moje?
Prychnąłem, a potem wróciłem wzrokiem na jezdnię i zacisnąłem zęby, pokręciłem głową, bo w sumie nie chciałem już słyszeć nic więcej, nie potrzebowałem wyjaśnień, na które sam sobie zdążyłem odpowiedzieć. Przyspieszyłem, bo moim celem było już tylko dostanie się do własnego mieszkania i ochłonięcie. Bo już chyba nic bym nie przełknął.
Nawet nie zauważyłem, że światło zmieniło się na czerwone i pewnie gdyby nie Ayleen nawet bym nie zahamował, po prostu działałem mechanicznie. Parłem do przodu, nie bacząc na przeszkody, za co zaraz mógłbym nieźle zapłacić.
Przekląłem pod nosem, zacisnąłem ręce na kierownicy i policzyłem do dziesięciu. Przynajmniej spróbowałem, ale gdy do moich uszu dotarł głos Ayleen po prostu wyszedłem z auta i trzasnąłem drzwiam.
Byłem zły, ale to nie zmieniło tego, że po prostu dałem się podejść, to znaczy wiedziałem od początku o co chodzi, za dobrze się na tym znałem, żeby nie mieć pojęcia, ale wina po części leżała i po mojej stronie, dlatego podjąłem tę gierkę. Dziewczyna zaproponowała żeby w razie czego wymienić się numerami telefonów, a że oba pojazdy były ubezpieczone stanęło na tym, aby po prostu zadzwonić do ubezpieczyciela. Miałem nadzieję, że wszystko pójdzie jak z płatka. Kiwnąłem jej głową, a potem wsiadłem do swojego pojazdu.
 Zmywamy się, zajmę się tym w domu  rzuciłem tak informacyjnie, a potem odpaliłem auto.
Tym razem jechałem uważniej, bo nie chciałem pogorszyć swojej sytuacji i w końcu, po około czterdziestu minutach byliśmy już na miejscu. Zaparkowałem na podjeździe, tuż przed drzwiami, pomogłem Ayleen wyjść z samochodu a potem poprowadziłem ją w kierunku domu. Był spory, ale nie wykorzystywałem go w całości, bo nie miałem takiej potrzeby. Gdy prawie cztery lata temu, niedługo po wyjeździe Ayleen, moi rodzice się rozstali, a potem rozeszli w swoją stronę, z racji tego, że byłem pełnoletni, dom po prostu został mi przepisany.
 Napijesz się czegoś?  zapytałem, jednocześnie pozbywając się tej pieprzonej marynarki, którą cisnąłem w kąt. Muchę niemal zerwałem z szyi, rzuciłem gdzieś w tamte okolice i zabierając się za rozpinanie koszuli ruszyłem po schodach na górę. 
 Rozgość się. Zaraz wrócę, daj mi moment.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz