piątek, 21 czerwca 2019

Rozdział czternasty.

Ayleen:

Siedziałam pod ścianą, trzęsąc się ze strachu, mój oddech był bardzo szybki i płytki, a serce waliło jak oszalałe. Wpatrywałam się w poczynania mężczyzny, zastanawiając się jakim cudem potrafił być tak opanowany i mimo tego, że gniew i gorycz w nim kipiała wciąż okazywał jej ogromny szacunek. Przełykając głośno ślinę, dotknęłam opuszkami palców bolącego policzka i widząc na nim krew, westchnęłam głośno przesuwając palcami po włosach. Opierając głowę o ścianę przymknęłam na moment powieki, starając się zebrać w sobie, kiedy Miles opuścił salon. Chciałam wstać, wyjść z domu i uciec jak najdalej, aby nikt nie mógł mnie znaleźć, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa, łapiąc oddech zatrzymałam na moment powietrze w płucach i biorąc kilka takich oddechów, zaczęłam powoli się uspokajać. Wszystko mnie bolało, ale mimo to podniosłam się ostrożnie na bose stopy i tak aby się nie skaleczyć ruszyłam w kierunku kuchni, po zmiotkę, aby uprzątnąć to co zniszczyła moja siostra. No tak, jak zawsze to ja musiałam sprzątać po niej bagno, w które sama się wpakowała. Wracając z powrotem do kuchni w korytarzu wpadłam na Milesa. Jego słowa wywołały nieprzyjemny dreszcz na moim ciele i zaciskając mocno wargi, skinęłam głową. Kiedy jego palce dotknęły mojego policzka, cofnęłam głowę, a na mojej twarzy pojawił się grymas. Podążając grzecznie za nim, nie miałam nawet siły, by protestować jego poczynaniom, poprawiając się tylko na blacie, podniosłam na niego swoje spojrzenie i dotykając wierzchu jego dłoni, w której trzymał lód, spojrzałam w jego tęczówki. Nie chciałam się rozkleić. Nie chciałam by widział moją słabość, albo co gorsza pomyślał, że ma do czynienia z kolejną stukniętą siostrą Gallo. Zbierając się w sobie, opuściłam spojrzenie i zgarbiłam się nieco. 

 Przepraszam...  wyszeptałam, zaciskając wargi. - Gdyby nie to, że się pojawiłam... Miałeś rację, że nie powinnam była przyjeżdżać. Wszystko zniszczyłam...
Mój głos był ledwo słyszalny, ale wiedziałam, że doskonale wie co mówię. Podnosząc głowę, spojrzałam mu w oczy, zagryzając dolną wargę. 

 Ale musiałam mieć pewność, że nic już do Ciebie nie czuję. Byłam pewna, że wiesz o jej problemie.., Przecież przez cztery lata musiał zdarzyć się choć jeden taki incydent. Wychodzi na to, że tylko na mnie tak reaguje. Jestem dla niej jak płachta na byka. Przepraszam, że musiałeś to wszystko oglądać i że musisz przez to wszystko przechodzić. Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby to wszystko się nie wydarzyło.
Jego spokojne spojrzenie i ciepły dotyk koiły moje zmysły. Przymykając powieki, dotknęłam jego drugiej dłoni i wtulając w nią swój policzek, musnęłam jej środek. Nie chciałam otwierać oczu. Nie chciałam dostrzegać tego całego bałaganu, który był wokół nas i uświadamiać sobie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Otwierając powoli oczy wbiłam w niego smutne spojrzenie i oddychając ciężko, wyprostowałam plecy, będąc bliżej jego twarzy. Przesunęłam stopami po jego udach i opierając czoło o jego ramię, ciągle myślałam o tym co przed kilkoma chwilami powiedziała moja siostra.





Miles:

Westchnąłem cicho, kiedy usłyszałem jej przeprosiny. Przecież nie były mi potrzebne. To wszystko wzięło się przez to, że postanowiłem ożenić się z kobietą, do której byłem przyzwyczajony, a której nie kochałem.
Woda ciekła mi po dłoni, ponieważ z biegiem czasu lód zaczął się topić, wrzuciłem resztki do zlewu, a dłoń przyłożyłem do chłodnego, nadal lekko czerwonego policzka. 

 Przestaniesz w końcu mnie przepraszać, Ayl?  uniosłem jedną brew, ująłem oba jej policzki uniosłem ostrożnie jej buzię.  Po tym wszystkim w końcu spotkałem Ciebie i chyba po prostu muszę płacić za to, co Ci zrobiłem dużo wcześniej. Szkoda tylko, że nadal i Ty za to obrywasz. 
Zmarszczyłem brwi, a kiedy oparła czoło o moje ramię, przysunąłem się bliżej, przyciągnąłem ją i mocno przytuliłem do siebie.
Miałem nadzieję, że nie rozmyśla nad tym wszystkim, co dziś powiedziała jej Cami, bo słowa jej siostry były wypowiadane pod wpływem emocji, kierowała nią złość, dlatego skupiła się na tym, żeby wszyscy dookoła również cierpieli. Martwiła mnie myśl o dziecku. Jeśli naprawdę powiedziała wszystkim, że jest moje... To wszystko komplikowało, na tę chwilę jednak odgoniłem te myśli. 

 Dobra, słonko. Zaprowadzę Cię do pokoju, oddam Ci jakąś koszulkę na piżamę, a jutro pomyślimy co dalej. Chodź, maluchu.
Pociągnąłem ją za rękę, a potem zaprowadziłem na górę, prosto do pokoju gościnnego. Sam chwilowo zająłem drugi, bo na pewno nie spędzę żadnej kolejnej nocy u boku Cami.
Wszedłem do pokoju gościnnego i otworzyłem drzwi prowadzące do wspólnej łazienki, która była między dwoma pokojami.
 Czysty ręcznik pewnie jest w szafce. Przyniosę Ci koszulkę i zostawię na łóżku, tylko pamiętaj żeby zamknąć drugie drzwi w łazience. Chyba, że chcesz żebym do Ciebie wpadł  uniosłem jedną brew. 
 Przyjdę jeszcze zanim zaśniesz.  dodałem, żeby się mnie spodziewała. 
Wróciłem do swojej sypialni, wziąłem stamtąd dwie prowizoryczne piżamy - dla siebie i dla niej. Zostawiłem koszulę na łóżku w jej chwilowym pokoju słysząc za ścianą szum wody, która leciała pod prysznicem. Wyszedłem i w międzyczasie sprzątnąłem salon i kuchnię z bałaganu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz