Ayleen:
Starałam się zachować spokój. Złość i krzyki niczego tutaj nie zmienią, a już z pewnością nie dodadzą mi odwagi na to aby przeprowadzić rozmowę z Milesem. Oparłam się o blat komody i wpatrując się w twarze tej dwójki, większą uwagę skupiłam na swojej siostrze. — Powiedz mi siostrzyczko.. — zaczęłam, krzyżując ramiona na piersiach. — Jak to jest, uwieść i przespać się z dwoma, najważniejszymi facetami w moim życiu?
Moje kąciki drgnęły w lekceważącym uśmiechu, który w tym momencie skierowany był również do mojego przyjaciela. — A Ty? Masz mi coś do powiedzenia? — warknęłam, ale słysząc upomnienie Toma, zacisnęłam wargi.
Miałam dość tego dnia. Po raz kolejny dzisiaj ktoś mnie uciszał i upomniał. Odwracając się do nich plecami, przesunęłam językiem po ustach i odwracając się do nich znów przodem, wbiłam wzrok w Cami. — Zamierzałaś w ogóle powiedzieć Milesowi? Czy wolałaś zatrzymać to w tajemnicy, do czasu aż sam nie zauważy, że jesteś w ciąży? — Oczywiście, że zamierzałam... Ale... — Ale po ślubie, żebyś miała pewność, że cię nie zostawi?! Jesteś żałosna.
I kiedy chciałam powiedzieć coś jeszcze, do pokoju wpadł Miles i niczego nie świadomy zaczął nawijać o spinkach do marynarki. Wpatrując się w twarz Cami i jak na jej usta wkrada się sztuczny uśmiech, wsunęłam palce we włosy i stając za plecami chłopaka, wskazałam dłonią drzwi. — Zostawcie nas samych. — widząc jak dwójka spogląda na siebie, zmieniłam ton głosu na nieco bardziej wyraźny. — Już.
Kiedy już słusznie opuścili pomieszczenie, odwróciłam się przodem do mężczyzny i odchylając głowę w tył wypuściłam głośno powietrze z płuc, zamykając oczy na dosłownie trzy sekundy. — Nie skończyliśmy rozmowy... — powiedziałam cicho i stając obok niego, wyjęłam z małego pudełeczka spinki, o które prosił. — Jest Ci przykro, że tak się wobec mnie zachowywałeś tylko dlatego, że teraz wyglądam tak jak wyglądam, prawda?
Wbijając w niego swoje spojrzenie, lustrowałam uważnie jego twarz, która w tym momencie wydała mi się bardziej niż idealna. Wystające kości policzkowe i mocno zarysowana szczęka, sprawiały, że wyglądał niesamowicie męsko. Jego jasne tęczówki, lustrowały moją twarz zatrzymując się na moich oczach, miały cudownie błękitny odcień, który w tym świetle koił moje zszargane całym dniem nerwy. Wypuszczając bardzo powoli powietrze, dotknęłam językiem dolnej wargi i przygryzając ją, opuściłam spojrzenie na jego klatkę, która unosiła się szybciej niż zwykle. — Miles... Musisz o czymś wiedzieć. — cofnęłam się najpierw o krok, a później stanęłam przodem do okna, wpatrując się w krajobraz. — Nie bez powodu wtedy wyjechałam... Twoje zaczepki, zachowanie wobec mnie... Uświadamiałeś mi każdego dnia, że nic nie znaczę dla Ciebie i dla moich bliskich, którzy nigdy Cię nie powstrzymali. — odwróciłam się do niego przodem, jednak nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. — Kochałam Cię. Na zabój, Miles. I wiem, że brzmi to niedorzecznie, bo jak można kochać kogoś kto sprawia ci taką przykrość, ale... Tak było. Zależało mi na Tobie bardziej niż na samej sobie.
Robiąc ponownie krok w jego stronę, podniosłam spojrzenie na jego twarz, w końcu odnajdując spojrzenie jego tęczówek.— I chyba nadal coś do Ciebie czuję... Kiedy dziś mnie dotknąłeś... Moje serce zabiło podobnie jak przed laty, kiedy nasze spojrzenia na moment się spotykały. Przez ostatnie cztery lata próbowałam ułożyć sobie życie, ale nigdy nie poczułam czegoś podobnego. — wzruszając ramionami na swoje słowa, zagryzłam policzek od środka i układając dłoń na jego torsie po lewej stronie, wyczułam jak szybko i mocno bije jego serce. — Pocałuj mnie. — wyszeptałam i podniosłam głowę, by na niego spojrzeć. — Wiem jak niedorzecznie to brzmi, ale proszę Miles... Chociaż to możesz dla mnie zrobić.
Miles:
Oderwałem wzrok od Cami dopiero w momencie, w którym usłyszałem głos Ayleen. Zmarszczyłem brwi, bo nie miałem pojęcia, czy przypadkiem się nie przesłyszałem. Ale potem, gdy jej głos stał się naglący, a pozostała dwójka opuściła pokój, domyśliłem się, że coś jest grane. Podążyłem wzrokiem za nimi, dopóki nie zamknęli za sobą drzwi, a potem ostrożnie, nie wiedząc na co mam się przygotować, przeniosłem wzrok na dziewczynę. I przysięgam, jeśli w tym momencie chciała mnie opieprzyć, to chyba wyjdę z siebie.
Stanąłem prosto, zmarszczyłem lekko brwi i przyjąłem nieco bojową postawę, tak na wszelki wypadek. Jednak kiedy do moich uszu dotarł jej głos, spokojny i bardziej cichy niż kiedykolwiek wcześniej, skupiłem swoje spojrzenie na jej błyszczących tęczówkach. Działając automatycznie przyjąłem od niej spinki, a potem zacząłem je zapinać, wciąż jednak nie odrywając od niej spojrzenia. Na pytanie, które mi zadała, opuściłem już ręce i posłałem jej lekki, raczej pobłażliwy uśmiech.— Naprawdę tak myślisz, co?
Pokręciłem głową, ale w sumie nie mogłem się dziwić. Byłem tylko gościem, który zniszczył jej prawdopodobnie cały okres dojrzewania, dlaczego więc miałoby mi chodzić o coś innego niż o to, jak właśnie wyglądała?— Jesteś piękna i potwierdzi to każdy w promieniu tysięcy mil, a nawet dalej. Ale to nie to ciągnie mnie do Ciebie. To znaczy, nie żeby to na mnie w ogóle nie działało — zmarszczyłem brwi, bo nagle zacząłem gubić się we własnych słowach.
Zamilkłem jednak, dając jej dokończyć swoją myśl. Wzmianka o tym, jak traktowałem ją ponad cztery lata temu nie brzmiała za dobrze. Bo o ile sam potrafiłem się do tego przyznać, o tyle jej potwierdzenie sprawiało, że czułem się z tym jeszcze gorzej, teraz, po tylu latach. Wstyd nie pozwolił mi patrzeć dłużej na jej twarz. Bo teraz stałem przed nią, a na swoje zachowanie nie miałem żadnego wytłumaczenia. Przełknąłem ślinę, a potem przypomniała mi się rozmowa, którą przeprowadziłem z Benem w samochodzie.— Wtedy, kiedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, myślałem, że to było dobre — zacząłem powoli, nie do końca wiedząc jak prawidłowo dobrać słowa. — Moje myśli zbyt często krążyły wokół tej małej szarej myszy, czego wstydziłem się jak cholera. Bo sama wiesz, ale różnica między nami wtedy była diametralna. Myślałem, że kiedy... pozbędę się Ciebie, to więcej nie będziesz pojawiała się w mojej głowie — zmarszczyłem brwi i dopiero wtedy mogłem na nią spojrzeć. — Nie podziałało, bo kiedy zniknęłaś, okazało się, że jest jeszcze gorzej.
Wzruszyłem ramionami. Nie umiałem wytłumaczyć swojego działania, bo z biegiem lat i ja sam zacząłem uznawać je za niedorzeczne. Kiedy postąpiła krok w moją stronę, sam ułożyłem dłoń w okolicy jej talii. Moje palce dotknęły skóry na jej plecach i odruchowo przymknąłem oczy, bo jej ciało było niesamowicie przyjemne w dotyku.— A dzisiaj... Po prostu nie wiedziałem jak mam się zachować. Wiesz, po tym wszystkim. Nie powinienem na Ciebie naskakiwać wtedy, zanim znalazł nas Ben.
Przysunąłem się bliżej, w palcach trzymałem jej podbródek, ale jedyne co zrobiłem, to trąciłem czubkiem nosa jej skroń.— Chciałbym, ale nie mogę. Cami i ja... — zacząłem dość niemrawo, a po chwili krótko parsknąłem śmiechem. — Cholera. Chciałbym podmienić siostrę, bo postawiłem nie na tą, co trzeba, ale to chyba nie działa w ten sposób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz