Ayleen:
Schodząc ze schodów na palcach, nie mogłam nie pokusić się o to aby nie zajrzeć do Cami, na szczęście spała, po tabletkach, które dostała. Dopiero kiedy weszłam do kuchni, doszło do mnie jak późno już jest i że nie śpię już dobę. Biorąc głęboki oddech, nalałam sobie do szklanki wody i wypijając ją od razu, odstawiłam szkło do zlewu. Opierając się dłońmi o krawędź blatu, przymknęłam na moment powieki i zawieszając głowę, czułam, że opadam z sił. Na myśl o tym, że po raz pierwszy będę mogła zasnąć obok tego cudownego mężczyzny, uśmiechnęłam się i stając na moment przed oknem dostrzegłam migające światła samochodu, a później rozległo się głośne pukanie do drzwi. Cholera - pomyślałam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę korytarza, jeśli Cami się obudzi może nie być za ciekawie.
Nie miałam pojęcia kto to, ale wolałam jak najszybciej zlikwidować hałas, który robił. Uchylając nieco drzwi, odrzuciłam włosy na plecy i widząc swojego ojca u boku taty Milesa wiedziałam, że ten wieczór jeszcze się nie zakończył. Otworzyłam szerzej drzwi, ciesząc się, że koszulka, którą miałam na sobie sięgała mi do połowy uda. Odsuwając się od drzwi, przyłożyłam palec do ust, drugą ręką pokazując piętro.
– Cami śpi w sypialni, zażyła leki, proszę nie obudźcie jej, bo myślę, że już dała dziś nam wszystkim wystarczająco popalić.
– Jak śmiesz mówić tak o swojej siostrze, gówniarzu. – poczułam mocny ucisk dłoni swojego ojca na ramieniu i odwracając głowę w jego stronę, wypuściłam powietrze, licząc w myślach do dziesięciu.
– Po co przyjechaliście? – mruknęłam, wyrywając ramię z jego uścisku i spoglądając na twarz taty Milesa, zacisnęłam nieznacznie wargi.
- Przyjechałem po moją córkę. Nie będzie mieszkać z tym... – ojciec machnął ręką, a ja unosząc kąciki ust w niedowierzaniu, cofnęłam się od niego, krzyżując ramiona na piersiach. – Nic się nie zmieniło, prawda? Nadal wierzysz w każde słowo tej.. – zacisnęłam zęby i pokiwałam głową, bo nie mogłam tego zrozumieć.
– Cami nie nosi dziecka Milesa. To dziecko Toma. Co? Zaskoczony? Myślałeś, że twoja córeczka to taka świętoszka i pójdzie do łóżka dopiero po ślubie? I to z jednym mężczyzną? Niech wreszcie dotrze do ciebie to kim ona jest! Przyszła tutaj, zaczęła rzucać różnymi rzeczami, zrobiła w okół siebie piękną scenę i jak zawsze to ja musiałam wszystko ratować! – krzyknęłam szeptem, aby mój drżący z emocji głos nie rozniósł się po mieszkaniu.
Chwilę później czułam mocny ucisk na gardle, który skutecznie uniemożliwiał mi złapanie oddechu. Otwierając oczy, ujrzałam rozwścieczoną twarz mojego ojca, który przyparł mnie do ściany i podnosząc wolną rękę, poczułam jak jego uścisk się rozluźnia.
– Uspokój się, David! Wyjdź, przewietrz się i nie wracaj dopóki cię nie zwołam.
Rozmasowując obolałą szyję, widziałam jak mój ojciec opuszcza dom, zamykając za sobą drzwi. Wyprostowałam się, kiedy poczułam na ramieniu dłoń taty Milesa i skinęłam głową na pytanie, czy wszystko w porządku.
– Pójdę po Milesa. – powiedziałam cicho i złapałam głośno powietrze.
Ten tylko skinął głową i ruszając do kuchni, widziałam jak przesuwa palcami po twarzy. Dla niego wyskok mojego ojca był zaskoczeniem. Dla mnie nie bardzo. Wspinając się po schodach, od razu ruszyłam w kierunku pokoju, w którym zostawiłam chłopaka. Spał w najlepsze rozwalony na łóżku i mimo wszystko ten widok mnie rozczulił.
– Miles. – szepnęłam, siadając na nogach dotykając delikatnie jego pleców.
– Miles, obudź się.
Kiedy poruszył się, przesunęłam palcami po jego włosach i nachyliłam się, żeby musnąć jego kark. Opierając się na moment na jego łopatce, przesunęłam palcami po jego boku i lędźwiach.
– Hej.. Wstawaj. Twój tata czeka na Ciebie na dole. – wyszeptałam i wiedziałam, że już nie śpi.
Nic nie powiedział, stanął na nogi i przesuwając palcami po twarzy, spojrzał na drzwi i widziałam, jak zaciska dłonie w pięści. Zatrzymując go w drzwiach, przyciągnęłam go do siebie, wpijając mocno w jego usta. – Idź. – mruknęłam, odsuwając się od niego.
Miles:
Spałem w najlepsze, dopóki nie usłyszałem głosy Ayleen. Wtuliłem twarz w poduszke, nie chcąc ruszać się z łóżka, ale po chwili poczułem na ciele jej usta i już myślałem, że to jedna z tych miłych pobudek, ale jej następne słowa zaraz wszystko mi uświadomiły.
Podniosłem się z łóżka w mgnieniu oka. Wiedziałem, że zapowiada się na awanturę. Już ruszałem w stronę drzwi, ale Ayleen mnie zatrzymała, ująłem w dłonie jej policzki i odwzajemniłem mocny pocałunek czując się, jakbym szedł właśnie na skazanie.
– Nigdzie mi stąd nie uciekniesz, prawda? – upewniłem się, bo ucieczki były przecież jej specjalnością i wcale bym się nie zdziwił, gdyby planowała właśnie jedną z nich.
– Czekaj tu na mnie.
Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć zamknąłem za sobą drzwi, a potem niemal zbiegłem po schodach na dół i wpadłem prosto do kuchni. Mój ojciec siedział przy stole na miejscu, które zajmował odkąd tylko pamiętam. Twarz miał schowaną w dłoniach, ale kiedy wyczuł w pomieszczeniu moją obecność, od razu podniósł się z miejsca.
– Posłuchaj – zacząłem, gdy on sam już otwierał buzie. – Jeśli przyszedłeś tutaj, żeby prawić mi morały, to równie dobrze możesz wyjść stąd w tej chwili, bo osiągniesz taki sam cel –poinformowałem go na samym początku.
– Synu... – zaczął, ale znów mu przerwałem.
– Nie będę wychowywał cudzego dziecka. I nie możesz tego ode mnie wymagać – rzuciłem celując w niego wskazującym palcem.
– Miles chciałeś się z nią ożenić! A dziś, w dniu waszego ślubu, gdy wyznała Ci, że jest w ciąży, po prostu ją porzuciłeś! Nie tak Cię wychowałem. Zawiodłeś mnie – rzucił z bólem, jakbym tą całą sytuacją ranił go do głębi. – Tłumaczę Ci. Jestem odpowiedzialnym facetem. I nie znoszę kłamstwa. Na takiego właśnie mnie wychowałeś – mówiłem wolno, akcentując odpowiednie słowa. – Gdyby to było moje dziecko i moja kobieta, to zaopiekowałbym się nimi. Ale tak nie jest, zrozum to. To dziecko nie ma nic wspólnego ze mną. Należy do Toma, który sam doskonale to wie. Oboje kochają się z Cami, dlatego nie rozumiem, dlaczego po prostu każdy nie może zająć się własnym życiem.
Przeczesałem dłonią włosy i pociągnąłem za ich końcówki, dając upust swojej irytacji.
– Dość tych bzdur – usłyszałem nagle za sobą, dlatego odwróciłem się, a moim oczom ukazał się David, mój niedoszły teść.
– Oboje wiemy, że w Twoim małym móżdżku nadal królują panienki i przygody. I tak właśnie potraktowałeś moją córkę. Jak przygodę, która...
– Gdybym traktował ją jak przygodę, to nie oświadczałbym się jej! Nie planowałbym ślubu po to, żeby w jego dniu ją zostawić. Po to, żeby usłyszeć, że nosi w sobie nie moje dziecko, że gdy ja...
– Posłuchaj chłopcze, doskonale wiem co kombinujesz – rzucił w moim kierunku. – Owinąłeś wokół palca moją młodszą córkę, a teraz, kiedy już skończyłeś się dobrze bawić, zabrałeś się za drugą tak? Zrobiłeś jej dziecko i kiedy ta wizja Cię przerosła...
– To nie jest moje dziecko, do cholery – warknąłem nagle tracąc cierpliwość.
– Zmówiłeś się z nią, mam tego dość! – rzucił w moim kierunku, a potem zaczął kierować się w stronę schodów. – Gdzie ona jest?! Gdzie jest ta żmija, która chce zniszczyć własną rodzinę?! – wykrzyczał na całe gardło wdrapując się na schody.
– Jak możesz na to pozwalać? – rzuciłem do mojego ojca i chciałem ruszyć za Davidem, kiedy poczułem uścisk na ramieniu.
– Zostaw to. Nie pakuj się w jeszcze większe kłopoty.
Wyrwałem się z uścisku, a potem pognałem na górę. Złapałem Davida za ramiona i przycisnąłem go do ściany.
– W dupie mam kłopoty – wysyczałem w jego kierunku, niemal plując jadem.
– Zabieraj swoją szaloną córeczkę i wynoś się z mojego domu, albo Ci w tym pomogę – warknąłem.
– Nie będziesz mi groził gówniarzu! Muszę się rozliczyć z tą małą jedzą, która puściła się z mężem własnej siostry! – wydarł się na całe mieszkanie.
No a moje nerwy wtedy puściły, a pięść znalazła się na jego policzku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz