Ayleen:
Nim zaczęłam rozumieć co właściwie się dzieje, minęło kilka chwil. Skóra mnie piekła, mięśnie napinały się nieprzyjemnie, a w głowie mi szumiało, jakbym dzień wcześniej spożyła hektolitry wódki. Oddychając ciężko, w końcu podniosłam swoje spojrzenie na Milesa, który był zdecydowanie za blisko. Z amoku dopiero wyrwał mnie jego głos, a pytanie, które mi zadał sprawiło, że po raz kolejny poczułam jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro zimnej wody i wypchnął nago na scenę. Cóż, naga już prawie byłam, a scena zaraz mogła się tutaj jakaś odegrać gdyby ktoś wszedł nagle do mojego pokoju. Odchylając głowę w tył, przesunęłam spojrzeniem po jego twarzy.
— To Ty mnie trzymasz, Archer. — mruknęłam i wyprostowałam się, odsuwając od niego na krok. — I co Ci właściwie nie pasuje w moich majtkach?
Cofając się jeszcze o krok, owinęłam ciało ręcznikiem i wpatrując się w jego twarz, przesunęłam językiem po wargach. Serce nadal biło mi bardzo szybko, ale głębokie oddechy pomagały mi trochę zwolnić jego rytm. Nie byłam pewna, czy Miles dostrzegł sporą bliznę na lędźwiach, ale miałam nadzieję, że nie będę musiała się nikomu z niej tłumaczyć, ale ta myśl przypomniała mi o niezabezpieczonej krwawiącej ranie, która znalazła się na mojej dłoni. Spoglądając na krople krwi, które pojawiły się na kafelkach, spojrzałam na dłoń, a później na niego i siadając na wannie, wciągnęłam nosem powietrze, zatrzymując je w płucach na moment.
— Podasz mi proszę apteczkę? — zapytałam odrzucając włosy na prawe ramię.
Uciskając skaleczenie papierem toaletowym, spojrzałam na sukienkę, która leżała w zlewie cała od szampana i zrobiło mi się przykro, bo doszło do mnie, że raczej nie będę mogła jej już założyć. Prostując się kątem oka spojrzałam na szatyna, który kręcił się po łazience, między szafkami, w poszukiwaniu apteczki.
— Szafka po lewej stronie. Na samej górze. — powiedziałam w końcu, by ułatwić mu poszukiwania i dopiero wtedy dotarło do mnie, co się tak właściwie dzieje.
Siedziałam w łazience, w samej bieliźnie, z przyszłym mężem mojej siostry, który zamiast przygotowywać się do ceremonii ganiał po pomieszczeniu w poszukiwaniu apteczki. Jego plecy napinały się za każdym razem kiedy się odzywałam i nie byłam pewna, czy było to spowodowane jego ciągłym obrzydzeniem do mojej osoby, czy tym, że po prostu nigdy mnie nie lubił. Ale nie obchodziło mnie to wtedy i najwyraźniej teraz też zamierzałam upchnąć tę myśl gdzieś głęboko w głowie. Obserwując go zrozumiałam, że moje uczucia do niego nigdy nie wygasły, wszystko w nim działało na mnie jak magnes. Zaciskając wargi, przesunęłam palcami po włosach, wsuwając je za ucho, zacisnęłam dłonie w pięści i odchyliłam głowę w tył, modląc się tylko, by nie narobić żadnych głupstw. Brawo Ayleen, jesteś zakochana w przyszłym mężu swojej siostry - pomyślałam i uśmiechnęłam się w niedowierzaniu sama do siebie, a kiedy otworzyłam oczy, Miles stał nade mną, wpatrując się w moją twarz.
Musiałam przyznać, że zachowywał się inaczej niż zwykle, nie był już niemiły i chamski, nie obrażał mnie. Może to Cami go tak zmieniła? Może jednak dał się okrzesać? Uśmiechnęłam się jednak na tę myśl, bo to był przecież Archer, on w życiu nie dałby się uwiązać żadnej kobiecie. Przyglądając się przez moment jego twarzy, jego oczy wydały mi się zupełnie nieobecne. Jakby doszło do niego, że koniec jego wolności się zbliża.
Miles:
Zmarszczyłem brwi, kiedy się ode mnie odsunęła. No bo przecież to nie było w moim stylu, zwykle wszystkie kobiety wręcz pchały się w moje ramiona i nigdy nie było odwrotnie. Spiąłem się lekko znajdując się w tej nowej sytuacji, a potem zmrużyłem oczy.
— Problem w tym, że wszystko mi w nich pasuje — wymamrotałem.
Powędrowałem za jej spojrzeniem, gdzie zlokalizowałem kilka kropel krwi. Nie miałem pojęcia skąd się wzięły, dopóki nie zauważyłem, że Ayleen przygląda się swojej dłoni.
- Jasne - rzuciłem wzruszając ramionami.
Podać apteczkę? Nic prostszego! Tylko gdzie, do cholery, jest tu apteczka? Cierpliwość nie była moją mocną stroną, dlatego gdyby mnie nie nakierowała, pewnie zdążyłbym zdemolować całą łazienkę, zanim apteczka wpadłaby w moje dłonie.
Nie bardzo chciałem się odwracać, widzieć ją znów przed oczami. To źle na mnie działało podziw, jaki budziła we mnie w tej chwili mieszał się ze wstydem za to, co zrobiłem jej kilka lat wstecz. Odetchnąłem nieco, tak dla rozluźnienia się, a potem przybierając na twarz beznamiętną minę ruszyłem w jej kierunku z apteczką w dłoniach. Kucnąłem przed nią, ponieważ wydawało się to wygodniejszą pozycją i kiwnąłem głową w kierunku jej dłoni.
— Daj. Zapanuję nad tym.
Wyciągnąłem rękę, a potem badając wzrokiem jej skaleczoną dłoń myślałem nad tym, jaka była jej reakcja, kiedy dowiedziała się kto zostanie mężem jej siostry. Mężem. Mężem Cami. Mężem jej siostry. Szpony małżeństwa zaciskały się na mojej szyi. A przecież chciałem kiedyś założyć rodzinę, nie chodziło o to, że moim życiowym celem było skakanie z kwiatka na kwiatek, ale nie tak to sobie wyobrażałem. Ocknąłem się, zły za to, że tak odpłynąłem. Przemyłem jej ranę wodą utlenioną, a kiedy jej dłoń drgnęła złapałem ją nieco mocniej.
— Przepraszam, mogłem uprzedzić — bąknąłem pod nosem.
Nachyliłem się, podmuchałem jej ranę, a już po chwili przyklejałem na niej plaster.
— Okej, sytuacja opanowana. Myślę, że będziesz żyć. — mruknąłem i posłałem jej lekki uśmiech, którego nawet wcześniej nie przemyślałem.
Odniosłem apteczkę na miejsce, a potem zerknąłem na sukienkę wciśniętą w umywalkę.
— Co się właściwie wydarzyło, co? — uniosłem jedną brew i posłałem jej litościwe spojrzenie. Nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie spaprała i doskonale o tym wiedziałem.
— Aha, jeszcze jedna uwaga. Tym razem ubierz, do cholery, stanik. Przecież gdyby wszedł tu ktoś inny niż ja to... — opuściłem ręce, którymi wcześniej gestykulowałem, ale tak już miałem, gdy coś mnie zdenerwowało. Westchnąłem pod nosem.
— Gdzie masz walizkę? Przyniosę Ci!
Od razu ożywiłem się na tę myśl, a potem wyszedłem z łazienki z zamiarem odnalezienia walizki w jej starym pokoju, ale gdzie nie zajrzałem, nie znalazłem nic, co choćby ją przypominało.
— Nie ma jej tu! Gdzie ją zostawiłaś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz