Ayleen:
Jego słowa wywołały u mnie niepohamowaną falę złości. Jak śmiał mieć do mnie jakiekolwiek pretensje? To przez niego wyjechałam! To on był głównym powodem wielu decyzji w moim życiu i kiedy po raz pierwszy postanowiłam zrobić coś dla siebie, on zamierza robić mi o to wyrzuty. Prychnęłam pod nosem i cofając się o krok, kiedy skończył mówić, przesunęłam palcami po włosach, dotykając językiem zębów.
— Masz tupet Archer! — warknęłam i poprawiłam ręcznik. — A po co miałam tutaj zostawać?! Żebyś nie stracił głupiutkiej osóbki, z której mogłeś drwić i żartować?! Żebyś nadal miał komu uprzykrzać życie i nabijać się?! Sam dałeś mi do zrozumienia, że jestem nic nie wartą idiotką, która nabierała się na każde Twoje słowo. — wbijając palec w jego pierś, dopiero teraz odwróciłam spojrzenie od jego tęczówek. Mój głos drżał, ale szybko uspokoiłam emocje i wypuszczając głośno powietrze odwróciłam od niego spojrzenie. Byłam wściekła, za to, że po raz kolejny pozwoliłam mu sprawić, że poczułam się źle z moimi postanowieniami, przecież mogłam go po prostu wyrzucić dziś z tej przeklętej łazienki i nie pomagać mu z tym cholernym krawatem. Zaciskając wargi w linijkę, podniosłam na niego spojrzenie, kiedy ponownie się zbliżył, jego dotyk prawie wypalił mi skórę, jednak nie cofnęłam głowy. Łapiąc głośno powietrze, zastanawiałam się co jeszcze ma mi do powiedzenia i jak chce mnie po raz kolejny upokorzyć.
Słysząc jednak otwieranie się drzwi, odskoczyłam od niego i wpatrując się w dobrze znaną mi twarz z lat szkolnych, złapałam dolną wargę między zęby. Przesuwając dłonią po odkrytym ramieniu, zmierzyłam od góry do dołu Milesa i odsuwając się od niego, złapałam między dłonie ręcznik, aby na pewno się nie zsunął i nie doprowadził do tego, że kolejny facet zobaczyłby mnie praktycznie nago.
— Okej chłopcy, jak już wystarczająco się napatrzyliście to możecie sobie iść, chciałabym się przebrać. — posyłając im niewielki uśmiech, prawie siłą wypchnęłam obu za drzwi i zamykając je na klucz, oparłam się o nie oddychając ciężko.
Miałam dość tego dnia, a do ceremonii zaślubin było zdecydowanie daleko. Potrzebowałam alkoholu. Alkoholu i prawdopodobnie nowej sukienki, a w tym momencie moją jedyną deską ratunku był Tom. Od razu wybierając jego numer, wytłumaczyłam mu co ma zrobić i jaką sukienkę zabrać, ta może nie była aż tak odważna, ale miałam nadzieję, że zwróci spojrzenie Archera.
Miles:
Z każdym jej słowem moja złość rosła. Złość i coś na wzór wstydu, bo mimo tego, że byłem świadomy co takiego jej zrobiłem lata tematu, to ten moment, w którym osobiście mi to wszystko wygarnęła nie należał do najprzyjemniejszych. Naprawdę aż tak mogłem skrzywdzić taką małą, słodką osóbkę? No dobra, może wtedy nie była słodka, ale przecież w tym wszystkim nie chodziło mi o to. To znaczy zmieniłem zdanie diametralnie, kiedy przestałem spotykać ją na swojej drodze, a później, gdy mijały lata, coraz bardziej było mi wstyd za swoje zachowanie. Zacisnąłem zęby, bo przecież skorzystała z okazji i odskoczyła ode mnie co najmniej jakbym miał zaraz zionąć ogniem.
Posłałem Benowi wściekłe spojrzenie za to, że przerwał mi w takiej chwili. Przecież w końcu miałem okazję cokolwiek zdziałać, a w tym momencie ten czar prysł. Bez słowa dałem się niemal wyrzucić za drzwi, ale w ostatnim momencie wsunąłem nogę do środka pomieszczenia, żeby nie mogła zamknąć mi drzwi przed nosem.
— Chciałem Ci tylko powiedzieć, że z biegiem czasu zacząłem żałować swoich decyzji —rzuciłem stosunkowo powoli i wyraźnie, aby w jakiś sposób zwrócić jej uwagę na swoje słowa. — Zamknij za mną drzwi, żeby tym razem nikt nie władował Ci się do pokoju.
Nim zachciało mi się dodać coś jeszcze, zamknąłem je za sobą, a potem odwróciłem się twarzą do swojego przyjaciela.
— Co to, do cholery, było, Archer? — rzucił od razu w moją stronę, a ramiona z groźną miną skrzyżował na klatce piersiowej.
— Masz wiele do nadrobienia — bąknąłem tylko.
Skinąłem głową w kierunku wyjścia, a potem pokonując stopnie schodów zszedłem na parter, uśmiechnąłem się głupio do kilku mijanych osób, a potem wyszedłem na zewnątrz i od razu ruszyłem w kierunku samochodu. Zadarłem głowę do góry, bo akurat miałem okazję zajrzeć w okno pokoju, w którym przebywała Ayleen. Jednak zanim zdążyłem ją wypatrzeć, wąskie ramiona oplotły moją szyję, a ja zdziwiony odsunąłem od siebie osobnika, do którego należały. Zacisnąłem zęby, bo był to nie kto inny jak Cami.
— Gdzie się wybieracie? — zaszczebiotała, a ja uniosłem jedną brew i spojrzałem na przyjaciela.
— Powiedziałem Milesowi, że ten krawat jest do bani. Jedziemy po coś lepszego — rzucił bez zająknięcia, a ja tylko potwierdziłem to skinieniem głowy, a potem raz dwa zapakowałem się do samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz