piątek, 21 czerwca 2019

Rozdział piąty.

Ayleen:

Jego słowa wywołały u mnie niepohamowaną falę złości. Jak śmiał mieć do mnie jakiekolwiek pretensje? To przez niego wyjechałam! To on był głównym powodem wielu decyzji w moim życiu i kiedy po raz pierwszy postanowiłam zrobić coś dla siebie, on zamierza robić mi o to wyrzuty. Prychnęłam pod nosem i cofając się o krok, kiedy skończył mówić, przesunęłam palcami po włosach, dotykając językiem zębów. 
 Masz tupet Archer!  warknęłam i poprawiłam ręcznik.  A po co miałam tutaj zostawać?! Żebyś nie stracił głupiutkiej osóbki, z której mogłeś drwić i żartować?! Żebyś nadal miał komu uprzykrzać życie i nabijać się?! Sam dałeś mi do zrozumienia, że jestem nic nie wartą idiotką, która nabierała się na każde Twoje słowo. —  wbijając palec w jego pierś, dopiero teraz odwróciłam spojrzenie od jego tęczówek. Mój głos drżał, ale szybko uspokoiłam emocje i wypuszczając głośno powietrze odwróciłam od niego spojrzenie. Byłam wściekła, za to, że po raz kolejny pozwoliłam mu sprawić, że poczułam się źle z moimi postanowieniami, przecież mogłam go po prostu wyrzucić dziś z tej przeklętej łazienki i nie pomagać mu z tym cholernym krawatem. Zaciskając wargi w linijkę, podniosłam na niego spojrzenie, kiedy ponownie się zbliżył, jego dotyk prawie wypalił mi skórę, jednak nie cofnęłam głowy. Łapiąc głośno powietrze, zastanawiałam się co jeszcze ma mi do powiedzenia i jak chce mnie po raz kolejny upokorzyć. 
Słysząc jednak otwieranie się drzwi, odskoczyłam od niego i wpatrując się w dobrze znaną mi twarz z lat szkolnych, złapałam dolną wargę między zęby. Przesuwając dłonią po odkrytym ramieniu, zmierzyłam od góry do dołu Milesa i odsuwając się od niego, złapałam między dłonie ręcznik, aby na pewno się nie zsunął i nie doprowadził do tego, że kolejny facet zobaczyłby mnie praktycznie nago. 
 Okej chłopcy, jak już wystarczająco się napatrzyliście to możecie sobie iść, chciałabym się przebrać.  posyłając im niewielki uśmiech, prawie siłą wypchnęłam obu za drzwi i zamykając je na klucz, oparłam się o nie oddychając ciężko. 
Miałam dość tego dnia, a do ceremonii zaślubin było zdecydowanie daleko. Potrzebowałam alkoholu. Alkoholu i prawdopodobnie nowej sukienki, a w tym momencie moją jedyną deską ratunku był Tom. Od razu wybierając jego numer, wytłumaczyłam mu co ma zrobić i jaką sukienkę zabrać, ta może nie była aż tak odważna, ale miałam nadzieję, że zwróci spojrzenie Archera. 



Miles:

Z każdym jej słowem moja złość rosła. Złość i coś na wzór wstydu, bo mimo tego, że byłem świadomy co takiego jej zrobiłem lata tematu, to ten moment, w którym osobiście mi to wszystko wygarnęła nie należał do najprzyjemniejszych. Naprawdę aż tak mogłem skrzywdzić taką małą, słodką osóbkę? No dobra, może  wtedy nie była słodka, ale przecież w tym wszystkim nie chodziło mi o to. To znaczy zmieniłem zdanie diametralnie, kiedy przestałem spotykać ją na swojej drodze, a później, gdy mijały lata, coraz bardziej było mi wstyd za swoje zachowanie. Zacisnąłem zęby, bo przecież skorzystała z okazji i odskoczyła ode mnie co najmniej jakbym miał zaraz zionąć ogniem.
Posłałem Benowi wściekłe spojrzenie za to, że przerwał mi w takiej chwili. Przecież w końcu miałem okazję cokolwiek zdziałać, a w tym momencie ten czar prysł. Bez słowa dałem się niemal wyrzucić za drzwi, ale w ostatnim momencie wsunąłem nogę do środka pomieszczenia, żeby nie mogła zamknąć mi drzwi przed nosem.
 Chciałem Ci tylko powiedzieć, że z biegiem czasu zacząłem żałować swoich decyzji rzuciłem stosunkowo powoli i wyraźnie, aby w jakiś sposób zwrócić jej uwagę na swoje słowa.  Zamknij za mną drzwi, żeby tym razem nikt nie władował Ci się do pokoju.
Nim zachciało mi się dodać coś jeszcze, zamknąłem je za sobą, a potem odwróciłem się twarzą do swojego przyjaciela.
 Co to, do cholery, było, Archer?  rzucił od razu w moją stronę, a ramiona z groźną miną skrzyżował na klatce piersiowej.
 Masz wiele do nadrobienia  bąknąłem tylko.
Skinąłem głową w kierunku wyjścia, a potem pokonując stopnie schodów zszedłem na parter, uśmiechnąłem się głupio do kilku mijanych osób, a potem wyszedłem na zewnątrz i od razu ruszyłem w kierunku samochodu. Zadarłem głowę do góry, bo akurat miałem okazję zajrzeć w okno pokoju, w którym przebywała Ayleen. Jednak zanim zdążyłem ją wypatrzeć, wąskie ramiona oplotły moją szyję, a ja zdziwiony odsunąłem od siebie osobnika, do którego należały. Zacisnąłem zęby, bo był to nie kto inny jak Cami.
 Gdzie się wybieracie?  zaszczebiotała, a ja uniosłem jedną brew i spojrzałem na przyjaciela.
 Powiedziałem Milesowi, że ten krawat jest do bani. Jedziemy po coś lepszego  rzucił bez zająknięcia, a ja tylko potwierdziłem to skinieniem głowy, a potem raz dwa zapakowałem się do samochodu.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz