Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 czerwca 2019

Rozdział czwarty.

Ayleen:

Reakcja Milesa zupełnie mnie zaszokowała, nie spodziewałam się w końcu aż takiej uprzejmości z jego strony. Kiedy kucnął przede mną i zaczął opatrywać moje skaleczenie, które na szczęście okazało się niewielkie, na moment wstrzymałam oddech, serce kołatało mi w piersi jak szalone, a ja jedyne o czym myślałam, to o tym, żeby po prostu znaleźć się w jego ramionach. Zaciskając mocno wargi, wypuściłam powietrze ze świstem i wpatrując się w jego poczynania, cofnęłam dłoń kiedy obficie polał ją wodą utlenioną. 
 Au.. - syknęłam, chcąc zabrać mu dłoń. 
Kiedy jednak jego palce mocniej zacisnęły się na mojej ręce, jego dotyk wydał się niepokojąco gorący i nie byłam pewna, czy to jego skóra była tak rozpalona, czy to moje ciało tak bardzo domagało się jego dotyku. Chciałam go dotknąć. Przesunąć dłonią po jego włosach i podnieść na siebie jego spojrzenie, aby móc choć jeszcze na krótki moment nacieszyć się chwilą samotności i widokiem jego tęczówek skierowanych prosto na mnie. Powstrzymując się jednak, uniosłam nieznacznie kąciki ust ku górze kiedy odsunął się ode mnie. 
 Dziękuję.  przesuwając językiem po ustach, skinęłam głową i wstając z wanny, podążyłam za jego spojrzeniem. 
No tak, cała ta sytuacja musiała wydać mu się zupełnie niedorzeczna. W końcu kto normalny stoi półnagi w łazience, w dniu wesela swojej siostry, z rozwaloną ręką i sukienką w umywalce. No cóż, prawdopodobnie nikt, a taki mało zabawny żart mógł się przytrafić tylko mi. Przesuwając palcami po włosach, odrzuciłam je na plecy i zaciskając wargi w linijkę, wzruszyłam ramionami. 
 Wpadłam na kelnera i wytrąciłam mu tacę z szampanem. Był bardziej przerażony całym zajściem niż ja, więc pomogłam mu pozbierać potłuczone kieliszki, wtedy musiałam się skaleczyć.  mówiąc to oparłam się dłonią o brzeg umywalki, drugą ręką przytrzymując ręcznik, aby nie zsunął się z mojego ciała. 
 A cała zawartość kieliszków wylądowała na mnie. Stąd ta sukienka. Muszę ją wypłukać, bo jeśli ją teraz założę, to do końca dnia będę śmierdzieć alkoholem. 
Mówiąc to, zaczęłam rozglądać się po łazience, w poszukiwaniu suszarki do włosów, bo w tym momencie bardzo mogłaby mi się ona przydać. W końcu nie zamierzałam również zakładać na siebie mokrej sukienki, bo to dopiero wywołałoby aferę, a tego akurat chciałam uniknąć. Słysząc jego kolejną zaczepkę wobec mojej osoby, zagryzłam tylko policzek od środka i nie komentując tego co powiedział, wypuściłam powoli powietrze ustami i zamykając na moment powieki, zaraz skierowałam swoje kroki za nim do wnętrza pokoju. 
 A co, tak bardzo nie mógłbyś znieść myśli, że ktoś inny mógłby zobaczyć mnie nago?  zapytałam, krzyżując ramiona na piersiach. 
Unosząc brew ku górze, wpatrywałam się w jego twarz, czekając na jakąkolwiek reakcję. Musiałam przyznać, że jego zachowanie wydało mi się dziwne i niezrozumiałe, wszystkie te aluzje w moją stronę, komentarze i zaczepki były już zupełnie inne, niż te które kierował do mnie jeszcze w liceum. Robiąc krok w jego stronę, przechyliłam głowę w bok i łapiąc wargę między zęby, nie dawałam mu tak łatwo za wygraną. 







Miles:


Całą historię tego zajścia skomentowałem jedynie głośnym westchnieniem. No bo cóż, wcale mnie to nie dziwiło. Odkąd tylko sięgam pamięcią, Ayleen łatwo potrafiła wpakować się w jakieś tarapaty, więc to nie było żadną nowością. Nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie wywinęła. No ale taka już była i nawet te lata, przez które jej nie widziałem, nie potrafiły tego zmienić.
Odwróciłem się, kiedy usłyszałem, że za mną weszła do pokoju. Nie spodziewałem się na tego typu atak z jej strony, dlatego w ciężkim szoku zastygłem w miejscu na jakiś czas. W końcu zrobiła krok w moją stronę, co nieco pobudziło mnie do działania. Wystarczyły dwa kroki, a pokonałem dzielącą nas odległość i zmarszczyłem brwi, a wzrok wbiłem w jej oczy.
 Tak, a do tego wcale nie boję się do tego przyznać  syknąłem posyłając jej palące spojrzenie. 
Słowa cisnęły mi się na usta, ale wiedziałem, że nie przyniosą nic dobrego. Mimo tego ciężko było mi je powstrzymać.
 I wiesz co? Czekałem, do cholery, tyle czasu, żeby w końcu Cię zobaczyć. Tyle czasu, a ty przyjeżdżasz dzisiaj, na ślub swojej siostry! Wszystko miałaś w dupie, więc po co wróciłaś tu teraz? Przez ten cały czas w ogóle Cię nie było, w ogóle! A teraz wracasz i wyglądasz... Tak!
Machnąłem ręką nakreślając jej wizerunek, co było już wynikiem mojego poddenerwowania. 
Sapnąłem pod nosem, bo w obecnej chwili byłem zły na siebie, na nią, na Cami i cały ten świat, który wymagał ode mnie jakiś chorych decyzji, które warunkowały moje przyszłe życie. Decyzji, jaką był mój cholerny ślub, którego już miałem dość, a przecież się jeszcze nie zaczął. 
 Posłuchaj, Ayleen  mruknąłem, tym razem znacznie łagodniej, a dłoń ułożyłem na jej policzku. Oblizałem wargi i nachyliłem się nad jej twarzą. 
Już otwierałem usta, żeby coś dodać, ale drzwi gwałtownie się otworzyły i wpadł przez nie mój świadek.
 Hej Miles, podobno Ayleen przyjechała! John mówił, że wygląda zajee... Ee, co jest grane?  zaraz zmienił ton, kiedy zobaczył w końcu, że nie jestem sam.
Odsunąłem się, ale nie jakoś znacznie. Po prostu aby lepiej widzieć 
przyjaciela. Odruchowo przygarnąłem ją bliżej swojego ciała, bo przecież
nadal była owinięta w ręcznik.
 Ben, to jest właśnie... Ayleen.



















Rozdział trzeci.

Ayleen:

Nim zaczęłam rozumieć co właściwie się dzieje, minęło kilka chwil. Skóra mnie piekła, mięśnie napinały się nieprzyjemnie, a w głowie mi szumiało, jakbym dzień wcześniej spożyła hektolitry wódki. Oddychając ciężko, w końcu podniosłam swoje spojrzenie na Milesa, który był zdecydowanie za blisko. Z amoku dopiero wyrwał mnie jego głos, a pytanie, które mi zadał sprawiło, że po raz kolejny poczułam jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro zimnej wody i wypchnął nago na scenę. Cóż, naga już prawie byłam, a scena zaraz mogła się tutaj jakaś odegrać gdyby ktoś wszedł nagle do mojego pokoju. Odchylając głowę w tył, przesunęłam spojrzeniem po jego twarzy. 
 To Ty mnie trzymasz, Archer.  mruknęłam i wyprostowałam się, odsuwając od niego na krok.  I co Ci właściwie nie pasuje w moich majtkach? 
Cofając się jeszcze o krok, owinęłam ciało ręcznikiem i wpatrując się w jego twarz, przesunęłam językiem po wargach. Serce nadal biło mi bardzo szybko, ale głębokie oddechy pomagały mi trochę zwolnić jego rytm. Nie byłam pewna, czy Miles dostrzegł sporą bliznę na lędźwiach, ale miałam nadzieję, że nie będę musiała się nikomu z niej tłumaczyć, ale ta myśl przypomniała mi o niezabezpieczonej krwawiącej ranie, która znalazła się na mojej dłoni. Spoglądając na krople krwi, które pojawiły się na kafelkach, spojrzałam na dłoń, a później na niego i siadając na wannie, wciągnęłam nosem powietrze, zatrzymując je w płucach na moment. 
 — Podasz mi proszę apteczkę?  zapytałam odrzucając włosy na prawe ramię. 
Uciskając skaleczenie papierem toaletowym, spojrzałam na sukienkę, która leżała w zlewie cała od szampana i zrobiło mi się przykro, bo doszło do mnie, że raczej nie będę mogła jej już założyć. Prostując się kątem oka spojrzałam na szatyna, który kręcił się po łazience, między szafkami, w poszukiwaniu apteczki. 
 Szafka po lewej stronie. Na samej górze.  powiedziałam w końcu, by ułatwić mu poszukiwania i dopiero wtedy dotarło do mnie, co się tak właściwie dzieje. 
Siedziałam w łazience, w samej bieliźnie, z przyszłym mężem mojej siostry, który zamiast przygotowywać się do ceremonii ganiał po pomieszczeniu w poszukiwaniu apteczki. Jego plecy napinały się za każdym razem kiedy się odzywałam i nie byłam pewna, czy było to spowodowane jego ciągłym obrzydzeniem do mojej osoby, czy tym, że po prostu nigdy mnie nie lubił. Ale nie obchodziło mnie to wtedy i najwyraźniej teraz też zamierzałam upchnąć tę myśl gdzieś głęboko w głowie. Obserwując go zrozumiałam, że moje uczucia do niego nigdy nie wygasły, wszystko w nim działało na mnie jak magnes. Zaciskając wargi, przesunęłam palcami po włosach, wsuwając je za ucho, zacisnęłam dłonie w pięści i odchyliłam głowę w tył, modląc się tylko, by nie narobić żadnych głupstw. Brawo Ayleen, jesteś zakochana w przyszłym mężu swojej siostry - pomyślałam i uśmiechnęłam się w niedowierzaniu sama do siebie, a kiedy otworzyłam oczy, Miles stał nade mną, wpatrując się w moją twarz. 
Musiałam przyznać, że zachowywał się inaczej niż zwykle, nie był już niemiły i chamski, nie obrażał mnie. Może to Cami go tak zmieniła? Może jednak dał się okrzesać? Uśmiechnęłam się jednak na tę myśl, bo to był przecież Archer, on w życiu nie dałby się uwiązać żadnej kobiecie. Przyglądając się przez moment jego twarzy, jego oczy wydały mi się zupełnie nieobecne. Jakby doszło do niego, że koniec jego wolności się zbliża. 






Miles:

Zmarszczyłem brwi, kiedy się ode mnie odsunęła. No bo przecież to nie było w moim stylu, zwykle wszystkie kobiety wręcz pchały się w moje ramiona i nigdy nie było odwrotnie. Spiąłem się lekko znajdując się w tej nowej sytuacji, a potem zmrużyłem oczy.
 Problem w tym, że wszystko mi w nich pasuje  wymamrotałem.
Powędrowałem za jej spojrzeniem, gdzie zlokalizowałem kilka kropel krwi. Nie miałem pojęcia skąd się wzięły, dopóki nie zauważyłem, że Ayleen przygląda się swojej dłoni.
- Jasne - rzuciłem wzruszając ramionami.
Podać apteczkę? Nic prostszego! Tylko gdzie, do cholery, jest tu apteczka? Cierpliwość nie była moją mocną stroną, dlatego gdyby mnie nie nakierowała, pewnie zdążyłbym zdemolować całą łazienkę, zanim apteczka wpadłaby w moje dłonie.
Nie bardzo chciałem się odwracać, widzieć ją znów przed oczami. To źle na mnie działało podziw, jaki budziła we mnie w tej chwili mieszał się ze wstydem za to, co zrobiłem jej kilka lat wstecz. Odetchnąłem nieco, tak dla rozluźnienia się, a potem przybierając na twarz beznamiętną minę ruszyłem w jej kierunku z apteczką w dłoniach. Kucnąłem przed nią, ponieważ wydawało się to wygodniejszą pozycją i kiwnąłem głową w kierunku jej dłoni.
 Daj. Zapanuję nad tym.
Wyciągnąłem rękę, a potem badając wzrokiem jej skaleczoną dłoń myślałem nad tym, jaka była jej reakcja, kiedy dowiedziała się kto zostanie mężem jej siostry. Mężem. Mężem Cami. Mężem jej siostry. Szpony małżeństwa zaciskały się na mojej szyi. A przecież chciałem kiedyś założyć rodzinę, nie chodziło o to, że moim życiowym celem było skakanie z kwiatka na kwiatek, ale nie tak to sobie wyobrażałem. Ocknąłem się, zły za to, że tak odpłynąłem. Przemyłem jej ranę wodą utlenioną, a kiedy jej dłoń drgnęła złapałem ją nieco mocniej.
 Przepraszam, mogłem uprzedzić  bąknąłem pod nosem.
Nachyliłem się, podmuchałem jej ranę, a już po chwili przyklejałem na niej plaster. 
 Okej, sytuacja opanowana. Myślę, że będziesz żyć. — mruknąłem i posłałem jej lekki uśmiech, którego nawet wcześniej nie przemyślałem.
Odniosłem apteczkę na miejsce, a potem zerknąłem na sukienkę wciśniętą w umywalkę.
— Co się właściwie wydarzyło, co?  uniosłem jedną brew i posłałem jej litościwe spojrzenie. Nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie spaprała i doskonale o tym wiedziałem. 
 Aha, jeszcze jedna uwaga. Tym razem ubierz, do cholery, stanik. Przecież gdyby wszedł tu ktoś inny niż ja to...  opuściłem ręce, którymi wcześniej gestykulowałem, ale tak już miałem, gdy coś mnie zdenerwowało. Westchnąłem pod nosem. 
 Gdzie masz walizkę? Przyniosę Ci!
Od razu ożywiłem się na tę myśl, a potem wyszedłem z łazienki z zamiarem odnalezienia walizki w jej starym pokoju, ale gdzie nie zajrzałem, nie znalazłem nic, co choćby ją przypominało.
 Nie ma jej tu! Gdzie ją zostawiłaś? 









Rozdział drugi.

Ayleen:

Serce mi zadrżało kiedy zobaczyłam Cami w szlafroku, z gotowym makijażem i fryzurą, wyglądała pięknie, a co się stanie kiedy założy suknie. Zamykając za sobą drzwi do jej pokoju, od razu złapałam ją w objęcia. Cała złość i żal zeszły ze mnie w sekundę. Słysząc jak chwilę później drzwi do jej pokoju się otwierają, odsunęłam się od niej i wpatrując się w mężczyznę, który przekroczył próg, złapałam do płuc porządną ilość powietrza i wypuszczając je powoli, wpatrywałam się jak moja siostra opuszcza pomieszczenie. Odwracając się do niego plecami, przesunęłam dłońmi po ramionach, zaraz jednak odwróciłam się do niego przodem i przesuwając palcami po włosach, zacisnęłam wargi. 

 — Wydajesz się być zaskoczony. Nie spodziewałeś się mnie tutaj, Archer?  zapytałam, przechylając głowę w bok. 

Obserwując go przez chwilę, uniosłam nieznacznie kącik ust ku górze i odchylając głowę w tył, oplotłam ramionami swoją talię, robiąc w jego stronę kilka kroków. 

— Komuś zabrakło języka w buzi. No proszę, to chyba pierwszy raz.   mruknęłam i wyciągając dłoń w jego stronę wbiłam palec w jego klatkę piersiową, która od razu się napięła. 

Chcąc coś jeszcze dodać, uniosłam spojrzenie na jego tęczówki i dopiero kiedy nasze spojrzenie spotkało się z takiej odległości, poczułam jak mój żołądek robi kilka fikołków naraz. Wypuszczając powietrze ustami, w głowie pojawiały mi się myśli, które nie powinny mieć miejsca. Nie po tym wszystkim co mi zrobił. Sunąc jednak spojrzeniem po jego twarzy, zwilżyłam wargi, kiedy mój wzrok uciekł w kierunku jego pełnych, malinowych ust. 

– Miles... - wyszeptałam.

Nim jednak zdałam sobie sprawę co chcę zrobić, opuściłam pokój w takim pośpiechu, że nie zauważając kelnera z kieliszkami szampana, wytrąciłam mu tacę z ręki, sprawiając tym samym, że ich zawartość znalazła się na mojej sukience i włosach, oddychając ciężko, czułam, że zaraz zapadnę się ze wstydu pod ziemię. Zanim zareagowałam, dostrzegłam strach i przerażenie u młodego chłopaka, to pewnie jego pierwszy dzień. Odliczając do dziesięciu, uśmiechnęłam się do niego i uniosłam dłonie. 
 — Nic się nie stało, wyschnie.  skinęłam głową i pomagając mu pozbierać szkło na tacę, nawet nie zwróciłam uwagi, na to, że skaleczyłam się jednym z kawałków. 


Podnosząc się z ziemi na nogi, skierowałam pośpiesznie swoje kroki w stronę łazienki, która znajdowała się w moim pokoju i od razu zdejmując z siebie sukienkę, wrzuciłam ją do zlewu, aby pozbyć się zapachu alkoholu. Zostając tym samym w samych koronkowych, bardzo seksownych figach z paseczkami na lędźwiach, dopiero teraz pożałowałam, że nie założyłam na siebie również stanika. 

Łapiąc głośno powietrze, poczułam nieprzyjemne pieczenie i ból gdy po moich dłoniach zaczęła spływać ciepła woda.

 — Szlag by to... — mruknęłam i ostrożnie wycierając dłonie weszłam w głąb łazienki, aby znaleźć apteczkę. 

Chwilę później usłyszałam, jak drzwi do mojego pokoju się zamykają i nim zdążyłam złapać za klamkę w łazience, Miles stał przede mną i wpatrywał się w moje półnagie ciało, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Serce biło mi tak szybko, że zaczęło kręcić mi się w głowie i coraz trudniej było mi złapać oddech. Ayleen, tylko się trzymaj, nie możesz zemdleć przed nim praktycznie naga. 







Miles:

W tamtej chwili byłem naprawdę zaskoczony, ale to nie było spowodowane samym faktem, że się pojawiła, tylko tym, że miała tak niewiele z tej dziewczyny, którą poniżałem na każdym kroku. Z tej, którą pamiętałem i którą była lata wcześniej.
Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i zmarszczyłem brwi lekko zdezorientowany.

— Po prostu... Nie poznałem Cię, Ayl.  mruknąłem pod nosem.

Gdy podniosła głowę, a jej wzrok spotkał się z moim, przygryzłem lekko wnętrze swoich policzków, tak dla niepoznaki, że w ogóle ma na mnie jakiś wpływ. Jednak wtedy jej usta otworzyły się na kształt mojego imienia, a ja już pochylałem głowę i nim zdążyłem zrobić cokolwiek przede mną unosił się już tylko jej zapach. Pokręciłem głową, a potem ruszyłem na dół, skąd dobiegł mnie głos mojego świadka i jednocześnie najlepszego przyjaciela, który był też przyjacielem Cami.

Przywitałem się, pogadaliśmy chwilę i powspominaliśmy wieczór kawalerski, chwilę później oznajmił mi, że musi dogadać jakieś tam kwestie ze świadkową i już go nie było.

Wróciłem na górę z zamiarem odszukania swojej narzeczonej, chciałem zająć nią swoje myśli, ale drzwi do pokoju, w który obecnie spoczywały wszelkie moje rzeczy były otwarte. Pierwszą myślą było to, że ktoś w nich myszkuje, dlatego zajrzałem do środka, zamknąłem za sobą drzwi, aby cwaniak nie wydostał się tak szybko, a potem ruszyłem w kierunku skąd dobiegały mnie odgłosy, czyli do łazienki. Wparowałem do środka o mały włos nie wpadając na Ayleen. Ba, chciałbym nadmienić, półnagą Ayleen. Problem zrodził się niemały, ale zignorowałem go, bo niemal słyszałem jak uchodzi z niej powietrze, dlatego nim zdążyła się zachwiać po prostu złapałem jej ciało w ramiona.
— Uważaj.  wymamrotałem głosem przepełnionym skacowaną chrypką, nad którym nie miałem w tej chwili kontroli.

Nie wiem ile tak stałem, patrząc w lustro, w którym widziałem odbicie swojej twarzy, jej pleców i tej cholernie perfekcyjnej pupy. W końcu, gdy nasze oddechy jako tako się uspokoiły, zsunąłem ręce niżej, na jej talię, którą obejmowałem teraz trochę łagodniej niż chwilę wcześniej.
 Nie mogłaś ubrać gorszych majtek?  zapytałem poważnie, niemalże z wyrzutem.

Przez materiał koszuli czułem jej piersi, co już w ogóle wytrącało mnie z równowagi, dlatego na moment zacisnąłem zęby i ostrożnie odsunąłem ją od siebie, ale tylko na odległość paru milimetrów. Nadal mogłem czuć jej oddech na swojej skórze.
 Co Ty wyprawiasz Ayl?
Zmarszczyłem brwi, nie rozumiejąc totalnie, dlaczego nagle znaleźliśmy się w takiej sytuacji.









środa, 22 lutego 2017

Rozdział pierwszy

Ayleen:

Fakt, że przez ostatnie cztery lata kontakt z moją rodziną ograniczony był do trzech maili w miesiącu, wcale nie pomagał w pokonywaniu stresu. Siedząc na tylnym siedzeniu taksówki, obserwowałam jak pod domem zaczynają zbierać się goście weselni, widziałam jak ciotka Betty ustawia wszystkich do wspólnego zdjęcia, przez co przypomniał mi się dzień mojej studniówki. Doskonale pamiętałam moment, w którym siedząc w szkolnej stołówce, Archer podszedł do mnie i przy całej szkole zapytał czy chciałabym zostać jego partnerką. Ucieszyłam się jak szalona, bo w końcu chłopak, który od wieków mi się podobał przestał się ze mnie naśmiewać i spojrzał na mnie jak na interesującą dziewczynę, a nie jak na grubaskę, z której można sobie tylko pożartować i podręczyć. Jednak kiedy tylko jego kumple zauważyli, że nabrałam się na ten żart, sprawili, że cała szkoła wybuchnęła śmiechem. Nigdy, w całym swoim życiu nie czułam się tak upokorzona jak wtedy. 
Wracając myślami do rzeczywistości, spojrzałam swoimi błękitnymi tęczówkami na mężczyznę, który siedział za kierownicą i denerwował się, że nie opuszczam pojazdu. Zaciskając palce na złotej kopertówce zapłaciłam mu z nadwyżką i chwilę potem ruszając w stronę rodzinnego domu, doskonale słyszałam jak cichną wszelkie rozmowy, a wzrok zgromadzonych skupia się na mojej osobie. Łapiąc cicho powietrze, zaciskałam palce na torebce, starając się dotrzeć do drzwi wejściowych, gdy w końcu je przekroczyłam, moim oczom jako pierwsza ukazała się moja mama. 
— Cześć mamo. — odezwałam się w końcu i przesuwając dłonią po włosach, uśmiechnęłam się nieznacznie. 
Ubrana w bardzo dobrze dopasowaną, sięgającą nad kolano, czarną, koronkową sukienkę na cieniutkich ramiączkach, złote sandałki na słupku, i z blond włosami prawie do pasa, wiedziałam, że ich zaskoczę. Nie sądziłam jednak, że aż tak. Przez kilka chwil nikt nie ruszył się, żeby się ze mną przywitać, nikt nawet nie drgnął. Łapiąc oddech, ruszyłam w końcu w stronę rodzicielki i objęłam ją mocno gładząc jej plecy. Jej perfumy szybko dotarły do moich nozdrzy, co mimo wszystko przywołało na mojej twarzy uśmiech. 

Kiedy w końcu udało mi się wyrwać ze szponów ciotek i całej reszty towarzystwa uznałam, że potrzebuję chwili spokoju, odrzucając jasne włosy na plecy, ruszyłam w stronę schodów na górę, od razu kierując się do mojego pokoju, który ku mojemu zdziwieniu nie był pusty. Naciskając na klamkę, pierwsze co poczułam to mocny zapach perfum. Męskich perfum. Marszcząc brwi weszłam dalej do pokoju, a moim oczom, ukazała się postać młodego mężczyzny. Początkowo nie wiedziałam kim jest owy osobnik, ale widząc w lustrze jego odbicie, od razu poznałam te wesołe iskierki w jego oczach, Miles - pomyślałam. Poczułam jak po moim ciele przechodzi nieprzyjemny, zimny dreszcz, chcąc zamknąć drzwi i zapaść się pod ziemię, usłyszałam jak prosi bym została i mu pomogła. 
Stając z nim twarzą w twarz, mimo obcasów, wciąż byłam od niego niższa o głowę. Wsuwając kosmyki włosów za ucho, oblizałam bardzo powoli, pomalowane na czerwono usta i skupiając się na porządnym zawiązaniu jego krawata, czułam jak moje dłonie drżą. 
Zmienił się. Jego twarz nie była już tak denerwująca, a meszek pod nosem zamienił się w okazały zarost. Mimo tego, że nigdy źle nie wyglądał, to teraz jego ciało wyglądało nieskazitelnie. Czułam jak mnie obserwuje, jak nie spuszcza wzroku z mojej skupionej twarzy, sama jednak starałam się nie patrzeć na niego. Nie potrafiłam. Jego perfumy mocno drażniły mój nos, więc odsuwając się od niego jak najszybciej, spojrzałam przelotem na jego twarz, by zaraz potem spojrzeć w stronę drzwi, które się otwarły. 
— Tak myślałam, że cię tutaj znajdę, Aylee. Chodź, nie przeszkadzaj Milesowi. Ah, i twoja siostra chciała cię zobaczyć. — zaćwierkał głos mojej rodzicielki, która przepuściła mnie w drzwiach i zamykając je za mną, poinformowała, że Camille jest w swoim pokoju. 




Miles:

Może i postępowałem nie fair. Może i byłem popieprzonym egoistą, mającym na celu jedynie własne dobro, ale czy to nie nim byłem właśnie przez całe życie? I z tego powodu podjąłem nie jedną złą decyzję, za którą pociągnęła się masa kolejnych, niestety to zaczęło do mnie docierać dopiero w tej chwili, a w tej chwili na żal było za późno. Żenię się. Cholera, naprawdę się żenię i rozumiem to dopiero teraz, gdy pewnie po raz ostatni bawię się z kumplami tak dobrze jak tej nocy, tak, to mój wieczór kawalerski i zaczyna dobijać mnie myśl, że to ostatni czas który tak spędzam. Cami na ogół jest w porządku dziewczyną, ale wiem, że mi na to nie pozwoli. Niby mamy wspólny język, wiele zainteresowań, ale czułem, że na jej miejscu powinna znaleźć się teraz inna dziewczyna.
Ayleen Gallo. Ta dziwna, mała i niezdarna dziewczyna zbliżyła mnie do tej rodziny, o czym nikt nie miał pojęcia. Pamiętam, jak któregoś dnia po prostu nie widziałem jej w parku, gdzie codziennie czytała jakąś grubą i nudną książkę, a ja grałem w piłkę z drużyną. Potem nie pojawiła się przez cały tydzień, drugi, trzeci, aż w końcu zrozumiałem, że zniknęła z mojego życia na dobre tylko nie wiedziałem dlaczego. To znaczy podejrzewałem, że mogłem mieć na to jakiś wpływ, że w końcu przesadziłem, powiedziałem kilka słów za dużo, ale w sumie... O to mi chodziło od początku, prawda? Pozbyć się z życia dziewczyny, która sprawiała, że czułem się cholernie nieswojo jak nigdy i jeszcze wtedy nie rozumiałem, że to dlatego, że mnie do niej ciągnie. Bo jak mogłoby mnie ciągnąć do kogoś takiego? To niedorzeczne, tak myślałem. Byłem ciekawy co się z nią dzieje. Zaszyła się w domu, obraziła na cały świat? Któregoś razu po prostu zaczepiłem jej siostrę, a potem wszystko poszło już szybko. Podłapaliśmy kontakt, czasem wyciągnąłem od niej jakąś informację odnośnie jej siostry, ale później zrozumiałem, że nie pojawi się więcej w moim życiu i odpuściłem, tak po prostu.

Ranek nie należał do najprzyjemniejszych, głowa bolała mnie niemiłosiernie, do tego od śpiewania piosenek gardło bolało mnie tak cholernie, że unikałem wdawania się w jakiekolwiek dłuższe pogawędki. Na szczęście moja teściowa zaparzyła mi jakieś ziółka, które zminimalizowały ból mojego gardła do chrypki. 
Zaszyłem się w jednym z wolnych pokoi, ociągając się trochę podczas ubierania. Większą część czasu spędziłem po prostu na siedzeniu na miękkim łóżku i głębokim myśleniu, co wcale mi nie pomagało. Właśnie wiązałem krawat, gdy drzwi otworzyły się, a ja omal nie otworzyłem buzi ze zdziwienia. Dlaczego Cami nie powiedziała mi, że ma taką wystrzałową koleżankę? Udało mi się poprosić ją o pomoc przy wiązaniu krawatu, co było bardzo rozsądne, bo owocnym odkryciem było to, że wyglądają podobnie. Nie była więc koleżanką, a zapewne jedną z kuzynek. Świdrowałem ją tak spojrzeniem, dopóki moja przyszła teściowa nie wpadła do pokoju robiąc wokół siebie zamieszanie.
— Wszystko jest w porządku. Sam poprosiłem o pomoc — rzuciłem natychmiast.
Nie było szans, bym zdążył coś dodać, bo drzwi zaraz się zamknęły, zostawiając mnie tu samego, a ja dopiero wszystko przeanalizowałem. Aylee? Jasny gwint, chodzi o Ayleen? 
Chwila wystarczyła, a już pędziłem na drugi koniec korytarza, lawirując pomiędzy gośćmi i uprzejmie odwzajemniając rzucane mi uśmiechy. Nacisnąłem klamkę i gwałtownie wszedłem do pomieszczenia, czym przerwałem siostrzany uścisk.
- Cami? Betty mówiła, żebyś pomogła jej z usadzaniem gości.
Zwariowałeś Archer, totalnie zwariowałeś.
Odsunąłem się na bok, aby Cami cała w skowronkach mogła wyjść z pomieszczenia, a potem z powrotem zamknąłem drzwi.
Patrzyłem prosto na nią, a dłonie wsunąłem do kieszeni swoich spodni. Zjechałem wzrokiem niżej, dokładne zlustrowałem sylwetkę, wyłapując każdy szczegół i porównując nową Ayleen do tej starej, którą pamiętałem jeszcze ze szkoły. W końcu mój wzrok spotkał się z jej, a mnie było stać jedynie na lekkie skinienie i cichy pomruk:
— Ayleen. A więc znów się spotykamy.









Prolog

Powrót do Nowego Jorku nie należał do najprzyjemniejszych. Wszystkie przykre uczucia związane z tym miejscem, wróciły szybciej niż mogłam się tego spodziewać. Serce waliło mi jak oszalałe, ale starałam się skupić na muzyce lecącej z słuchawek. Na ostatnią chwilę zarezerwowałam pokój w hotelu, podobnie było z samolotem i całą resztą, która na tamten moment wydała mi się istotna. 

Kiedy dowiedziałam się kim jest wybranek mojej siostry, myślałam, że to jest jakiś mało zabawny żart, że ktoś po prostu chce mi uprzykrzyć życie, jednak po telefonie do naszej rodzicielki, okazało się, że to żaden żart, a moja siostra za trzy tygodnie wychodzi za mąż, za mężczyznę, który przez całą szkołę średnią sprawiał, że nienawidziłam się bardziej niż było to możliwe. Tym mężczyzną był nie kto inny jak Miles Archer, a teraz moja siostra miała przyjąć jego nazwisko. 

Zaciskając palce na torbie obserwowałam ludzi przechadzających się po holu lotniska, miałam jeszcze czas na to, żeby się odwrócić i znaleźć najbliższy samolot do Londynu. Spoglądając w stronę wielkiego ekranu, na którym wyświetlone były odloty, szybko starałam się odnaleźć wzrokiem, szukanego połączenia, niestety w tym samym czasie, usłyszałam basowy głos swojego przyjaciela - Toma, był on jedyną osobą, z którą utrzymywałam jakikolwiek kontakt po przeprowadzce do Londynu, kiedy chodziliśmy do szkoły, to on zawsze stał obok mnie i starał się bronić mnie przed Archerem i jego kumplami, przez co sam nie raz lądował w kubłach na śmieci, lub w kiblu. Odwracając się przez ramię, odłożyłam na ziemię torbę, która wisiała na moim ramieniu i nie mogąc powstrzymać uśmiechu, pozwoliłam by wpłynął na moją twarz. Zaraz znajdując się w jego ramionach, starałam się powstrzymać łzy, które nie wiedziałam skąd napłynęły do moich oczu. 
- Pięknie wyglądasz. - wyszeptał, przytulając mnie do siebie. Szybko odsunął mnie jednak od siebie, trzymając mnie za ramiona i wpatrując się we mnie, uśmiechał się jak głupi. - Dziewczyno, gdzie się podziała tamta Ayleen? 
- Zniknęła, wraz z odlotem z tego kraju. - posłałam mu nieznaczny uśmiech i zmierzwiłam jego jasne włosy. 
Ubrana w ciemne, dobrze dopasowane spodnie, bordowy top na ramiączkach i sandałki na słupku, faktycznie mogłam zrobić na nim wielkie wrażenie. Zniknęły rudawo-czerwone włosy, wielkie kanciaste okulary, które sprawiały, że moja głowa wyglądała na jeszcze większą, a przede wszystkim zniknęły nadprogramowe kilogramy, które sprawiały wrażenie, że zamiast chodzić mogłam się toczyć. Wracając po walizki, czułam jak mnie obserwuję i już nie czułam się źle, nie czułam wstydu i zażenowania, które towarzyszyło mi cztery lata temu, kiedy opuszczałam ten kraj. 
Tom próbował mnie przekonać, bym zatrzymała się u niego, bo spanie w hotelu nie może być ani trochę przyjemne, ale nie chciałam zmieniać zdania, wiedziałam, że będę potrzebować czasu i chwili dla siebie, by dotarło do mnie to co dzieje się wokół mnie.  Niedługo później znaleźliśmy się pod hotelem, całą drogę żartowaliśmy i wspominaliśmy dawne czasy, pożegnaliśmy się i od razu zabierając swoje walizki, znalazłam się w recepcji, gdzie poprosiłam o przejściówkę do ładowarek i nowojorską kartę telefoniczną. Prysznic zdecydowanie był tym czego potrzebowałam, po jedenastogodzinnym locie. Kiedy poczułam, że żyje, zadzwoniłam do swojej rodzicielki i powiadomiłam ją o swoim przybyciu, chociaż robiłam to bardzo niechętnie. Uczucia, które towarzyszyły mi były nie do zniesienia, ale starałam się po prostu zapomnieć o tym wszystkim co działo się w przeszłości. Teraz czas na sen. Jutro ważny dzień.