Ayleen:
Reakcja Milesa zupełnie mnie zaszokowała, nie spodziewałam się w końcu aż takiej uprzejmości z jego strony. Kiedy kucnął przede mną i zaczął opatrywać moje skaleczenie, które na szczęście okazało się niewielkie, na moment wstrzymałam oddech, serce kołatało mi w piersi jak szalone, a ja jedyne o czym myślałam, to o tym, żeby po prostu znaleźć się w jego ramionach. Zaciskając mocno wargi, wypuściłam powietrze ze świstem i wpatrując się w jego poczynania, cofnęłam dłoń kiedy obficie polał ją wodą utlenioną.
— Au.. - syknęłam, chcąc zabrać mu dłoń.
Kiedy jednak jego palce mocniej zacisnęły się na mojej ręce, jego dotyk wydał się niepokojąco gorący i nie byłam pewna, czy to jego skóra była tak rozpalona, czy to moje ciało tak bardzo domagało się jego dotyku. Chciałam go dotknąć. Przesunąć dłonią po jego włosach i podnieść na siebie jego spojrzenie, aby móc choć jeszcze na krótki moment nacieszyć się chwilą samotności i widokiem jego tęczówek skierowanych prosto na mnie. Powstrzymując się jednak, uniosłam nieznacznie kąciki ust ku górze kiedy odsunął się ode mnie.
— Dziękuję. — przesuwając językiem po ustach, skinęłam głową i wstając z wanny, podążyłam za jego spojrzeniem.
No tak, cała ta sytuacja musiała wydać mu się zupełnie niedorzeczna. W końcu kto normalny stoi półnagi w łazience, w dniu wesela swojej siostry, z rozwaloną ręką i sukienką w umywalce. No cóż, prawdopodobnie nikt, a taki mało zabawny żart mógł się przytrafić tylko mi. Przesuwając palcami po włosach, odrzuciłam je na plecy i zaciskając wargi w linijkę, wzruszyłam ramionami.
— Wpadłam na kelnera i wytrąciłam mu tacę z szampanem. Był bardziej przerażony całym zajściem niż ja, więc pomogłam mu pozbierać potłuczone kieliszki, wtedy musiałam się skaleczyć. — mówiąc to oparłam się dłonią o brzeg umywalki, drugą ręką przytrzymując ręcznik, aby nie zsunął się z mojego ciała.
— A cała zawartość kieliszków wylądowała na mnie. Stąd ta sukienka. Muszę ją wypłukać, bo jeśli ją teraz założę, to do końca dnia będę śmierdzieć alkoholem.
— A cała zawartość kieliszków wylądowała na mnie. Stąd ta sukienka. Muszę ją wypłukać, bo jeśli ją teraz założę, to do końca dnia będę śmierdzieć alkoholem.
Mówiąc to, zaczęłam rozglądać się po łazience, w poszukiwaniu suszarki do włosów, bo w tym momencie bardzo mogłaby mi się ona przydać. W końcu nie zamierzałam również zakładać na siebie mokrej sukienki, bo to dopiero wywołałoby aferę, a tego akurat chciałam uniknąć. Słysząc jego kolejną zaczepkę wobec mojej osoby, zagryzłam tylko policzek od środka i nie komentując tego co powiedział, wypuściłam powoli powietrze ustami i zamykając na moment powieki, zaraz skierowałam swoje kroki za nim do wnętrza pokoju.
— A co, tak bardzo nie mógłbyś znieść myśli, że ktoś inny mógłby zobaczyć mnie nago? — zapytałam, krzyżując ramiona na piersiach.
Unosząc brew ku górze, wpatrywałam się w jego twarz, czekając na jakąkolwiek reakcję. Musiałam przyznać, że jego zachowanie wydało mi się dziwne i niezrozumiałe, wszystkie te aluzje w moją stronę, komentarze i zaczepki były już zupełnie inne, niż te które kierował do mnie jeszcze w liceum. Robiąc krok w jego stronę, przechyliłam głowę w bok i łapiąc wargę między zęby, nie dawałam mu tak łatwo za wygraną.
Całą historię tego zajścia skomentowałem jedynie głośnym westchnieniem. No bo cóż, wcale mnie to nie dziwiło. Odkąd tylko sięgam pamięcią, Ayleen łatwo potrafiła wpakować się w jakieś tarapaty, więc to nie było żadną nowością. Nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie wywinęła. No ale taka już była i nawet te lata, przez które jej nie widziałem, nie potrafiły tego zmienić.
Odwróciłem się, kiedy usłyszałem, że za mną weszła do pokoju. Nie spodziewałem się na tego typu atak z jej strony, dlatego w ciężkim szoku zastygłem w miejscu na jakiś czas. W końcu zrobiła krok w moją stronę, co nieco pobudziło mnie do działania. Wystarczyły dwa kroki, a pokonałem dzielącą nas odległość i zmarszczyłem brwi, a wzrok wbiłem w jej oczy.
— Tak, a do tego wcale nie boję się do tego przyznać — syknąłem posyłając jej palące spojrzenie.
Słowa cisnęły mi się na usta, ale wiedziałem, że nie przyniosą nic dobrego. Mimo tego ciężko było mi je powstrzymać.
— I wiesz co? Czekałem, do cholery, tyle czasu, żeby w końcu Cię zobaczyć. Tyle czasu, a ty przyjeżdżasz dzisiaj, na ślub swojej siostry! Wszystko miałaś w dupie, więc po co wróciłaś tu teraz? Przez ten cały czas w ogóle Cię nie było, w ogóle! A teraz wracasz i wyglądasz... Tak!
Machnąłem ręką nakreślając jej wizerunek, co było już wynikiem mojego poddenerwowania.
Sapnąłem pod nosem, bo w obecnej chwili byłem zły na siebie, na nią, na Cami i cały ten świat, który wymagał ode mnie jakiś chorych decyzji, które warunkowały moje przyszłe życie. Decyzji, jaką był mój cholerny ślub, którego już miałem dość, a przecież się jeszcze nie zaczął.
— Posłuchaj, Ayleen — mruknąłem, tym razem znacznie łagodniej, a dłoń ułożyłem na jej policzku. Oblizałem wargi i nachyliłem się nad jej twarzą.
Już otwierałem usta, żeby coś dodać, ale drzwi gwałtownie się otworzyły i wpadł przez nie mój świadek.
— Hej Miles, podobno Ayleen przyjechała! John mówił, że wygląda zajee... Ee, co jest grane? — zaraz zmienił ton, kiedy zobaczył w końcu, że nie jestem sam.
Odsunąłem się, ale nie jakoś znacznie. Po prostu aby lepiej widzieć
przyjaciela. Odruchowo przygarnąłem ją bliżej swojego ciała, bo przecież
nadal była owinięta w ręcznik.




