środa, 22 lutego 2017

Prolog

Powrót do Nowego Jorku nie należał do najprzyjemniejszych. Wszystkie przykre uczucia związane z tym miejscem, wróciły szybciej niż mogłam się tego spodziewać. Serce waliło mi jak oszalałe, ale starałam się skupić na muzyce lecącej z słuchawek. Na ostatnią chwilę zarezerwowałam pokój w hotelu, podobnie było z samolotem i całą resztą, która na tamten moment wydała mi się istotna. 

Kiedy dowiedziałam się kim jest wybranek mojej siostry, myślałam, że to jest jakiś mało zabawny żart, że ktoś po prostu chce mi uprzykrzyć życie, jednak po telefonie do naszej rodzicielki, okazało się, że to żaden żart, a moja siostra za trzy tygodnie wychodzi za mąż, za mężczyznę, który przez całą szkołę średnią sprawiał, że nienawidziłam się bardziej niż było to możliwe. Tym mężczyzną był nie kto inny jak Miles Archer, a teraz moja siostra miała przyjąć jego nazwisko. 

Zaciskając palce na torbie obserwowałam ludzi przechadzających się po holu lotniska, miałam jeszcze czas na to, żeby się odwrócić i znaleźć najbliższy samolot do Londynu. Spoglądając w stronę wielkiego ekranu, na którym wyświetlone były odloty, szybko starałam się odnaleźć wzrokiem, szukanego połączenia, niestety w tym samym czasie, usłyszałam basowy głos swojego przyjaciela - Toma, był on jedyną osobą, z którą utrzymywałam jakikolwiek kontakt po przeprowadzce do Londynu, kiedy chodziliśmy do szkoły, to on zawsze stał obok mnie i starał się bronić mnie przed Archerem i jego kumplami, przez co sam nie raz lądował w kubłach na śmieci, lub w kiblu. Odwracając się przez ramię, odłożyłam na ziemię torbę, która wisiała na moim ramieniu i nie mogąc powstrzymać uśmiechu, pozwoliłam by wpłynął na moją twarz. Zaraz znajdując się w jego ramionach, starałam się powstrzymać łzy, które nie wiedziałam skąd napłynęły do moich oczu. 
- Pięknie wyglądasz. - wyszeptał, przytulając mnie do siebie. Szybko odsunął mnie jednak od siebie, trzymając mnie za ramiona i wpatrując się we mnie, uśmiechał się jak głupi. - Dziewczyno, gdzie się podziała tamta Ayleen? 
- Zniknęła, wraz z odlotem z tego kraju. - posłałam mu nieznaczny uśmiech i zmierzwiłam jego jasne włosy. 
Ubrana w ciemne, dobrze dopasowane spodnie, bordowy top na ramiączkach i sandałki na słupku, faktycznie mogłam zrobić na nim wielkie wrażenie. Zniknęły rudawo-czerwone włosy, wielkie kanciaste okulary, które sprawiały, że moja głowa wyglądała na jeszcze większą, a przede wszystkim zniknęły nadprogramowe kilogramy, które sprawiały wrażenie, że zamiast chodzić mogłam się toczyć. Wracając po walizki, czułam jak mnie obserwuję i już nie czułam się źle, nie czułam wstydu i zażenowania, które towarzyszyło mi cztery lata temu, kiedy opuszczałam ten kraj. 
Tom próbował mnie przekonać, bym zatrzymała się u niego, bo spanie w hotelu nie może być ani trochę przyjemne, ale nie chciałam zmieniać zdania, wiedziałam, że będę potrzebować czasu i chwili dla siebie, by dotarło do mnie to co dzieje się wokół mnie.  Niedługo później znaleźliśmy się pod hotelem, całą drogę żartowaliśmy i wspominaliśmy dawne czasy, pożegnaliśmy się i od razu zabierając swoje walizki, znalazłam się w recepcji, gdzie poprosiłam o przejściówkę do ładowarek i nowojorską kartę telefoniczną. Prysznic zdecydowanie był tym czego potrzebowałam, po jedenastogodzinnym locie. Kiedy poczułam, że żyje, zadzwoniłam do swojej rodzicielki i powiadomiłam ją o swoim przybyciu, chociaż robiłam to bardzo niechętnie. Uczucia, które towarzyszyły mi były nie do zniesienia, ale starałam się po prostu zapomnieć o tym wszystkim co działo się w przeszłości. Teraz czas na sen. Jutro ważny dzień. 
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz